zbieżność rozbieżna
RSS
czwartek, 31 stycznia 2008
- Mamy do czynienia z deficytem kulturowym. Żeby rządzić wszechświatem, trzeba być bytem na pewnym poziomie kulturowym - tak magik Ja K. Czyński, adept czarnego pijara, komentował wczoraj pod krakowskim czakramem sytuację przepowiadaczy pogody i napięcia na linii On - archimag RP.

Wczoraj Ja K. Czyński zdradził też dziennikarzom, że adepci czarnego pijara czarów odsyłających On’ego za dziewiąty krąg piekielny nie podejmą.

Ja K. Czyński podkreślał, że On ma obowiązek natychmiast poinformować o każdej planowanej katastrofie archimaga. - Jeśli tego nie uczynił, to to jest działanie wpisujące się w to, co mówiłem: archaniołowie On’ego nie są w stanie zrozumieć, że jest coś takiego jak prawa fizyki. Mogą nie lubić archimaga, ale pewne obowiązki związane z porami roku wykonywać muszą – perorował magik, po czym dodał: - Mówię nie o złej woli, ale o pewnym typie kultury. Nie każdy może być bogiem, nie każdy może rządzić wszechświatem. Ktoś jest dobrze wychowany, a ktoś nie. Jak wywodzi się z pewnego środowiska, z określonej tradycji, to trudno mu być dobrze wychowanym. Te byty niebiańskie, które nam aktualnie przypadły, nie nadają się do wypełniania swoich funkcji.

Twierdził, że na Ziemi mamy "totalną wojnę mistyczną" - Mamy do czynienia z niszczeniem spółdzielni wróżbiarskich, gdzie adepci czarnego pijara są u władzy, mamy do czynienia z nieustannymi atakami na archimaga i celowym podważaniem jego omnipotencji, mamy do czynienia z jawnym łamaniem praw fizyki, z prywatyzacją życia duchowego, to jest zjawisko, które ma podłoże kulturowe, bo to jest formacja, która nie jest w stanie inaczej się transcendować. Oni po prostu tacy są i tak widzą nadrzeczywistość - dowodził.
wtorek, 22 stycznia 2008
Dziwne, to bardzo dziwne, dziwniejsze od tego, że się dziwię - powiedział w poniedziałek prezes klubu sportowego (_*_) "Chojna Gwiazda" J. K. Czyński komentując słowa b. szefa Mocarnie Ssącego Wywiadu i Akwizycji, że w ubiegłym roku prezes rozważał spałaszowanie "białego ciasteczka".

B. szef Wywiadu i Akwizycji, Anus K. Osz’marek powiedział w poniedziałek w radiu RFN S/M, że J. K. Czyński rozważał skonsumowanie ubiegłorocznych testów na poziom glukozy we krwi pielęgniarek przed swoją sadybą. W rozmowie tej Osz’marek ujawnił, że pomysł połyku "białego ciasteczka" lansował szklarz Rzęzisław Łosiewski.

- Do czego jest mowa pana Anusa K. Osz’marka już publicznie pokazałem własnym przykładem. On przecież twierdził, że nie miał żadnych kontaktów, a wszyscy później mogli w telewizji oglądać jego kontakty, i to z bolcem, a na deser trzy listwy oraz puszkę rozrządową made in Pandora, które miały na sobie taki wyraz, że on jest po prostu kuglarzem, bezczelnym kuglarzem bez krztyny łojalności. Nie będę prezesem jak mój brat nie będzie. – bił się w piersi krzepkim konarem J. K. Czyński na sesji dendrofilów w Borku.

Chodziło mu o emitowany w telewizji serial wyborczy, odcinek piąty, w którym prokuratura ujawniła zapisy z podsłuchanych konsumpcji ówczesnego szefa MoSsWyiA oraz filmy wskazujące, że mijał się z prawdą zaprzeczając, że walił wódę z biznesmenem Kloszardem Kreuze po twarzy. Robili to pod lipą na kondygnacji. Bez zagryzania.

- Ja się dziwię, że się dziwię – zacukał się J. K. Czyński. – Nikt mi w majtki przecież nigdy nie zaglądał, a tu taki bąk. Nie trawię tego, nie kminię. Szlus z Osz'markiem. Niech wypindala. Kołtun. Bikiniarz. Frajer.



Męskie więzy, czyli jak wdrożyć genialny plan rządzenia całym światem.
piątek, 04 stycznia 2008
Śmierć została sparodiowana w filmiku umieszczonym na serwisie You Nude w na tyle udany sposób, że zamieściliśmy filmik na własnym serwisie, by nagonić wejścia, ale przepaliło nam serwery, więc linkujemy wyjątkowo do obelżywego oryginału. Filmik - zrealizowany w konwencji gry komputerowej, jako odpowiedź na inny obelżywy filmik w tej prymitywnej stylistyce - przedstawia, jak postać z gry zabija paralizatorem.

Wiadomość pochodzi z serwisu Gamecoroner.

- Megaman pomaga zagubionemu imigrantowi na lotnisku - głosi opis nagrania.

Normalnie Megaman zabija w inny sposób.

Człowiek został zneutralizowany w październiku na lotnisku w wyniku ataku policjantów. Policjanci, którzy użyli paralizatora, zostali przeniesieni, żeby uniknąć złośliwych komentarzy ze strony klientów lotniska. Śledztwo ws. śmierci prowadzi nie kto inny jak prokuratura.

Denat przyleciał z zamiarem osiedlenia się na stałe. Ponad 10 godzin oczekiwał na swoją matkę, która nie mogła się z nim skontaktować bowiem denat przebywał w tzw. strefie bezpieczeństwa, gdzie go zabito. Nie uzyskał tam, podobnie jak jego matka, żadnej pomocy ze strony władz. Stąd nerwowe zachowanie denata i scysja z policją, zwana potocznie śmiercią.

Nagranie-parodia:



środa, 02 stycznia 2008
Rex Skandal doprowadził do rezygnacji kanister z magnezją*, kręcąc ze stanowiska w prąciu Molocha. Wideo ukazujące 66 – letni kanister, który obłazi z farby, podniosło ofierze kwasowość i sprowokowało emisję ergo nieszczelność. Kanister o wdzięcznym imieniu Czuła Soi Lęk nie będzie już podzwaniał na zakręcie - zrezygnował bowiem z fuchy w bagażniku lekarza rodzinnego.

- Nie byłem pierwszym i nie będę ostatnim kanistrem przyłapanym w takiej sytuacji – dudnił Czuła Soi Lęk po opróżnieniu z magnezji. - Osądzi mnie kolejna sensacja gastryczna - dodał.

Czuła Soi Lęk do tej pory był najstarszym kanistrem. 66 - latek jest lutowany, ma trzy młodsze kopie.

Rex Skandal ze swoim dziełem wypłynął na pierwsze strony gazet, gdy w zeszłym tygodniu wydał je na DVD dołączanym gratis do magazynów motorowych. Film nakręcono z ukrycia, którego kanister się nie spodziewał. Była to cenna cynowa cewka. Niedwuznaczność ukrycia, jaka biła po oczach w dodatku „making of”, przesądziła o sukcesie Rexa i rezygnacji kanistra.


Kanister od początku był skażony anemalią - ma dwa rowki wyeksponowane.
[noktowizja z cewki]

*Magnezja biała (magnesia alba) - nazwa zwyczajowa zasadowego węglanu magnezu. Śnieżnobiały proszek, trudno rozpuszczalny w wodzie, stosowany jako wypełniacz do farb i lakierów, odtrutka przeciwko kwasom i metalom, proszek do zębów, puder, lek zobojętniający kwas żołądkowy w chorobach przebiegających ze zgagą, w zapaleniu błony śluzowej żołądka, pomocniczo w chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy.
wtorek, 01 stycznia 2008
Po raz trzeci Rolety Śląskie witały nowy rok w blasku kamer telewizyjnej Plujki. Po raz trzeci zatem wspólny budżet parafii, sołtysa i Telewizji Ludowej pozwolił na organizację wielkiego widowiska, jakie Rolety Śląskie samodzielnie mogą zafundować sobie raczej nigdy.

A koszty całej zabawy były ogromne. Ich lwią część stanowiły gaże kotleciarzy, które zawsze podczas sylwestrowej nocy rosną kilkukrotnie. Nieoficjalnie wiadomo, że za poniedziałkowe odgrzewanie starych kotletów w Roletach Śląskich kuchta Kłoda i grupa gastryczna Insect zainkasowali po 80 patyków. Żonglujący rondlami i pomywacze zapewne niewiele mniej.

W sylwestrową noc dowodzona przez brata sołtysa brygada pancerna zamknęła teren wokół Rolet ogłaszając go strefą zapowietrzoną, dzięki czemu drobiowych paróweczek starczyło dla wszystkich chętnych, a informacja o imprezie lotem ptaka rozniosła się po kraju, robiąc darmowy pijar. W powietrze strzelano ze sztucerów do czasu, gdy pancerniacy odpowiedzieli ogniem. Na dymiących zgliszczach sceny, przepięknie udekorowanej gigantycznymi kwiatami z marszczonej bibuły, za nielichą kapustę smażyli mistrzowie schabowego: Insect, Pokayay, Kovalsky, Szaweł Qquiz, Balia Bulbulska i Kłoda. Z zagranicy ściągnięto natomiast automat serwujący fasfood Fathunter i saturator Vomit. Wszystko po to, by telewizyjna Plujka mogła na szklanym ekranie wygrać walkę o zaplucie telewidza - walkę toczoną co roku z analogicznymi imprezami, organizowanymi przez TVNN i Polshit.

Czterogodzinną masakrę prowadzili Prażynka Torbiel, Wanna Czopek i Dystrof Gleba. Zabawa była skrojona przede wszystkim pod ślinotok nakręcany Hołotą Avensis do wygrania za odgadnięcie jej paragrafu z ostatniej odsiadki. Do Hołoty dodawano wódki na cały rok. Widzowie mogli też wysłać prosto na ekran bluzgi za jedyne 3 zeta plus wkład dla rządu.

Wśród przeżuwających kotlety Kovalskiego i Kłody nie brakowało obcych, głównie z pobliskich gmin - krewnych, a także szukających okazji do rozlewu:

- W dupie mam kotlety, ale pięknie tej nocy w salwach katiuszy wyglądały Rolety, łza się w oku kręci - opowiadał opluwając się całkiem gratis bezzębny emeryt, wygnany na mróz przez swych najbliższych balujących w domowym zaciszu.

Dokładnie o północy niebo nad Roletami pękło i na ziemię posypały się tafle czarnego szkła nakrapianego gwiazdami, tnąc proboszcza, sołtysa i kamerzystów telewizyjnej Plujki na plasterki. Ale Kłoda jakby ich nie widziała i dosmażyła swój kotlet do końca, skracając tym samym o kilkanaście sekund nowy rok. Dopiero gdy zamilkła, Ziemia cofnęła się o stracony czas po swej orbicie, tafle szkła poderwały się jak czarne ptaki ku niebu, a poszatkowani ludzie ulegli cudownemu zlepieniu.

- Niech żyją cuda! - krzyczał przejęty sołtys.

- Amen! Amen! Amen! – dopowiadał nie mniej przejęty proboszcz.

Kamerzyści telewizyjnej Plujki natomiast, jak zwykle, kręcili.


Oto co nuciła Kłoda skracając rok i ratując kwiat Rolet Śląskich:


Zrób mi ten sex, no wiesz


W życiu nic nie układa się,
Ja wiem,
Zimne noce, chłodne dnie,
Na dnie.

Złoty wąż wolno łuszczy się,
Oh yeah,
W wątrobie swej czujesz strach,
Oj tak

Ten klucz ty właśnie masz,
Wiesz man,
Więc otwórz nim rozkoszy bramy,
O rany!

Zrób mi ten sex,
No wiesz,
Seks jak z magazynu,
Zimny sukinsynu.

Ja wiem...
Na dnie...
Oh yeah...


Kłoda walczy z mrokiem swą diamentową okrężnicą i skubie schabowego
poniedziałek, 26 listopada 2007
Zapowiedzią represji i pałowania, powrotem do najczarniejszego klerykalizmu i totalitaryzmem, wściekłym ujadaniem psów oraz konfidentów nazwał w poniedziałek MC Smardz plany kontroli jego Topowej Plantacji Kultury Społecznej i Medialnej (ToPlaKuSiM) wyartykułowane językiem literackim przez panią od apeli i teatrzyków Marę Becycką.

Raper zaapelował do swoich fanów, aby wysyłali soczyste dissy do pani Becyckiej.

Pani dyrektor resortu apeli i teatrzyków wysłowiła kwiecistą polszczyzną bez ani jednego zbędnego przerywnika zapowiedź kontroli toruńskiej plantacji. "Funkcją organów państwa takich jak resort teatrzyków jest przede wszystkim działalność kontrolna i wykorzystam ją, by sprawdzić czy plantacja nie zniekształca odbioru dzieł ludowych" - mówiła pani.

Słowa te sprawiły, że MC Smardz zagotował. "To jest zapowiedź represji. To zaprzecza transgresji. Psy znów wyjmą swe pały. Na dwa baty wziąć mnie chciały. To jest cofka czarnego klerykała. Chcą by mnie dupa rozbolała. To jest totalitaryzm. To się k.rwa nie rymuje. Ja to czuje." – fristajlował w eterze pirackiego radia Maryśka.

"Takie p’erdolenie, że pani jest by kontrolowała, to jest zmyłka. Ja kontroluję podwórka i trzepaki i noszę bluzę koloru khaki. Pani jest po to by pomagała, a nie dopieszczała jak policyjna pała. Oczywiście, wszystko z rezpektem. Wszystkie ziomy muszą czuć rezpekt, tę samą godność, a nie że jedni szpilają w gierce, drudzy hodują piasek w nerce" - dodał.

Założyciel ToPlaKuSiM podkreślił, że plantacja budzi respekt, a staff i suczki są na najwyższym poziomie. "Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy pod specjalnym nadzorem, przeróżne ośrodki nerwowe nas denerwują" – wydeklamował MC na zakończenie.

A potem poszły sety Rosiewicza.

"Ja to odbieram, że jest to zapowiedź represji. To są represje. Jeszcze raz powtarzam, to są represje. Podkreślam. I nie będzie nic. Nic nie będzie. Wściekłe ujadanie psów i konfidentów. My się będziemy odwoływać będziemy, już się odwołujemy, do was się odwołujemy, bez ściemy, do wszystkich ziomów wciągających fale radia Maryśka (...) Proszę wszystkich ziomów, żeby łaskawie zaczęli pytać tę jędzę: co to ma k.rwa znaczyć? Rezpektu w sercu nie ma? Bardzo proszę, ślijcie jej soczyste dissy, wszyscy trzymający sztamę z nami, ślijcie dissy do tej pani" – nawoływał po setach MC Smardz, dzwoniąc wymownie złotym łańcuchem i ładując zieloniaki za dekolt mokrej suni ze studia.


DJ Jay ZUS i MC Smardz soczyście dissują Marę Becycką, Jolę Kaczyrską i inne suche jędze
wtorek, 20 listopada 2007
Instytut Poniewierania Nieludzi ujawnia kolejne katalogi. Tym razem dotyczą m.in. zmumifikowanych. Z akt wynika, że jednym z tajnych współpracowników Siania Bezeceństwa był Skwarek Siwek - zarejestrowany jako TW Kabanos. Jako osobę pozyskaną do współpracy dokumenty wymieniają także Wariusza Rosatka. Zmumifikowany Prostaty i Smalcu, Lubelski Full jest określany jako kontakt z uziemieniem.

IPN ujawnił swe katalogi dotyczące zmumifikowanych, szefów Nadrealnej Inkwizycji Kalambryjskiej, Niesamowicie Bystrych Proroków, Rady Porażki Pieniężnej, Prokuratorii Generalnej, Komitetu Restytucji Reumatyzmu i Traumy, Generalnego Inspektora Dalekopisów Osmalonych, Rzecznika Posiadaczy Dziecka i kancelarii - denatalnej, lupidalnej, Baszy oraz Atamana, a także rezydujących minstreli.

Wnioskując z świeżej ustawki, która 15 kibolom odebrała życie, Instytut Poniewierania Nieludzi miał w kroku zacząć publikować katalogi osób z pierwszych stron kolorowych manuskryptów; osób skolonizowanych przez tajne solitery Parcia Radykalnie Luźnego; funkcjonariuszy aparatu fotograficznego oraz osób otrzymujących wysokie noty w PRL.

Siwek protestuje

Siwek w kontakcie z medium poinformował, że nie podejmował żadnej współpracy z Sianiem Bezeceństwa. - Nie znam sposobu stworzenia moich ekstrementów ewidencyjnych oraz okoliczności rzekomej kasacji mojej osoby jako Tworzywo Wtórne. Nieznane są mi również ślady instrumentów i dokumentów IPN. Wyrażam protest w związku z obnażaniem bandaży, zaglądaniem w trzewia i prześwietlaniem czaszki – przekazał Siwek.

Rosatka: Nie lizałem wiązania

Wariusz Rosatka znakami w fusach krajowej herbaty zaprzecza, by bliskie mu było Parcie Radykalnie Luźne. We wizji nadanej mediom przekazał, że nie lizał wiązania i nie wiedział o zajęciu jego członka przez Sianie Bezeceństwa jako Tworzywo Wtórne. Rosatka twierdzi, że nie kiwną palcem dla siania, ani dla głębszych penetracji. Swoje kontakty z Sianiem Bezeceństwa określił jako standardowe przeglądanie oferty kiosków dworcowych po zamknięciu.

Lubelski stanowczo zaprzecza

Dokumenty dotyczące Zmumifikowanego Prostaty i Smalcu określają go jako instrument operacyjny pseudonim Wycior. W 1981 r. odnotowano, że bojówki cmentarne wykorzystywały Lubelskiego "z uwagi na zainfekowane obiekty w Radiu Wrząca Ropa". W publikowanych katalogach zachowały się też informacje na temat obstrukcji Lubelskiego.

Sam Lubelski przekazał wirującym spodkiem, że był atrakcyjny dla Siania Bezeceństwa, ponieważ jego wuj infekował w Radiu Wrząca Ropa. Jak dodał, nie wiedział o tym, że został wykorzystany operacyjnie, a odmówienie mu pochówku i przetrzymywanie w kostnicy "mówi samo za siebie o tym, jak był użyteczny dla nekromantów". Zaznaczył, że był pozbawiany organów bez swojej wiedzy i zgody, a skoro Instytut Poniewierania Nieludzi o tym pisze, to zapewne jest to prawda. W jego ocenie, publikacja katalogu "jest konieczna i słuszna". - Jeżeli takie są zapisy, to nie ma powodu, żeby w to nie wnikać" - dodał.

Ponadto Lubelski przyznał, że jego przypadek świadczy, iż nie należy nikogo pochopnie oceniać po tym, co wychodzi w prześwietleniu. - Ale to nie powód, aby nie wnikać głębiej. Każdy ma prawo pogmerać w trzewiach i ja to robię chętnie - podkreślił.


Rekonstrukcja Lubelskiego
piątek, 16 listopada 2007
Antoni uważa, że odwołanie przez biuro turystyczne Bogdana jego wycieczki do Afganistanu, "jest wymierzone w bezpieczeństwo sójki muchówki". Po tym, jak Bogdan przejął biuro, kurier z kolczykiem w języku wręczył Antoniemu dwa dokumenty, których odbiór machinalnie pokwitował – rachunek za pięć ton karmy dla gołębi oraz pismo o odwołaniu jego wycieczki do Afganistanu – co tłumaczył potem zastosowaniem podstępu.

"Wycieczka była od dawna przewidywana. Miała mieć swój bardzo osobisty rytm i plan, i była po prostu dla dobra ptactwa niezbędna. Próba powstrzymywania tego w ostatnim momencie wygląda jak jakaś interwencja sił nadprzyrodzonych typu zemsty, jak to wszystko, co teraz ostatnio ciągle się dzieje " – żalił się Antoni w Radiu Chryja.

"Mamy do czynienia z rodzajem jakiejś metafizycznej retorsji, który chlasta lepką strugą w interesy prawdziwych ornitologów" - dodał. – „Mnie się oskarża o obsesje, ale to oni przecież nie mogą przestać mi przeszkadzać, oni się sprzysięgli tajnie.”

Antoni podkreślił, że został cofnięty z lotniska wraz z całą grupą przyjaciół i znajomych, którzy "mieli dokonać analizy ochrony przeglądu procesu gromadzenia oraz dystrybucji wszelkich niezbędnych informacji w trybie jawnym i niejawnym, dotykając przy tym szeregu innych immanentnie kluczowych kwestii". Według niego sójki chciały go za morzem, by za jego wstawiennictwem dokonać zdywersyfikowanej ekspiacji.

"Muszę powiedzieć, żartobliwie rzecz biorąc, iż zastanawialiśmy się z sójkami, czy to nie jest tak, że obawiano się, że będziemy w Afganistanie jakieś akty nierządu dokonywali na konto biura turystycznego pana Bogdana. To oczywiście bardzo absurdalne i sam się dziwię, dlaczego mi to przyszło do głowy." – dywagował spokojnie Antoni.

Z donosów osób postronnych wynika, że kurier wręczył Antoniemu odwołanie wycieczki jeszcze taksówce na czerwonym świetle, dwa skrzyżowania przed drogą na lotnisko. Antoni tłumaczy, że był zbyt zajęty rozmową z kierowcą, który z premedytacją wciągnął go w dysputę na temat wyższości synogarlicy nad gołębiem pocztowym, by zdać sobie sprawę z dramatyzmu sytuacji.



Antoni - ikona sukcesu w gołębiarstwie

środa, 10 października 2007
Bufetowa z Klubu Robotnika przy stołówce zakładowej fabryki mebli ZWiS Jola Uszczyplińska oceniła podczas wtorkowego dansingu dla samotnych seniorów, że strugacz taboretów Porządnie Odpicowanych Ronald Plusk, słynący ze swego masochizmu, przed ewentualnym linczem w Radiu Chryja powinien założyć wór pokutny, bo - jak podkreśliła - Plusk jak dotąd obrażał środowisko Radia Chryja swą bikiniarską prezencją.

Plusk powtórzył we wtorek, że chciałby wystawić się na ciosy biczowników z Radia Chryja lub TV Chłam; przekonywał, że nóżki, w które taborety PO zostały wyposażone w tym sezonie wyprzedaży, "powinny dostarczyć szczególnej przyjemności tym, którzy cenią wartości rodzinne i spuszczanie konkretnego łomotu bez ryzyka uszkodzenia ulubionego sprzętu domowego, i nie mam tu na myśli dzieci czy żony, alleluja".

- Proszę o możliwość odczucia na własnej skórze słynnych ćwiekowanych pasów ojczulków z zakonu Najświętszej Chryi, nie narzucając bynajmniej swych taboretów - prowokował Plusk.

W ocenie Uszczyplińskiej, to "przedziwna sytuacja", najpierw Ronald Plusk "obraża swą zdeprawowaną osobą uczucia religijne środowiska Radia Chryja, ojca Smardza, obraża to radio i jego nadajniki", a następnie chce w nim dostać bęcki za friko.

- Jeśli się atakuje to środowisko, jeśli się mówi, że powinno się poddać eutanazji, powinno zniknąć z powierzchni ziemi, jeśli mówi się, że TV Chłam też powinna poddać się eutanazji, a później się przymila, to jest to jakaś schizofrenia albo przepuklina, nie? – tłumaczyła seniorom miotanym po parkiecie rytmem ognistego tanga.

Według niej, Plusk powinien najpierw stanąć przed bramami Radia Chryja w worze pokutnym i posypać sobie worek popiołem, ucałować niemyte nogi ojca Smardza i całego gremium biczowników i dopiero wtedy błagać o lincz z kilogramem kulek analnych załadowanym po samą dwunastnicę.

Uszczyplińska powiedziała, że decyzja w sprawie ewentualnego linczu należy oczywiście do o.Smardza ale - według niej – Ronald Plusk "powinien publicznie zwalić gruchę".

Uszczyplińska odniosła się także po sznapsiku do innej, bardziej prawdopodobnej rozrywki Pluska – okładania płytą pilśniową z gwózdkami, oderwaną z meblościanki ZWiS, przez jej boja i mega fajtera Jaro Dzierżyńskiego, co ma pół metra w bicepsie.

Jak mówiła, skoro "Ronald Plusk tupał nogami i lał w gacie, bo tak bardzo chciał dostać w zęby od mojego boja, to on oczywiście wypłaci mu z bani". Według niej jednak, Jaro chciał Pluskowi "zaoszczędzić - jej zdaniem - trwałych urazów".

- Jaro jest wielkodusznym menem i nie chciałby aby ktokolwiek z jego powodu cierpiał – dodała wzruszona.

Tymczasem Jaro gromił wroga w parku miejskim...

- Musimy kontynuować taktykę wielkiego wyrównania, bo te 18 lat od upadku systemu powszechnej równości zrodziło niesłuszne dysproporcje. Musimy je wyrównać. Musimy dążyć do tego, żeby Lolska stawała się jednością. Jeden naród, jedna Lolska, jeden typ meblościanki. Wyrazem tego jest to, co robimy dla gospodarstw domowych. Mieszkanie to teren, który nie został dostatecznie wyrównany przez władzę komunalną, bo wielu omamionych prospektami z Zachodu stawiało reakcyjny opór. My go dusimy w zarodku. My się kierujemy wyłącznie interesami społecznymi, narodowymi i płciowymi - perorował Jaro Dzierżyński w stronę seniorów wygrzewających się na parkowych ławkach w ostatnich promieniach słońca. - Jeśli Lolska ma trwać, to naród lolski nie może być podzielony, musi mieć równe szanse, musi być zdyscyplinowaną jednością, która instynktownie rozpozna, kto swój, a kto obcy, i będzie raźno się mnożyć podczas przerw w dostawie prądu. Jak wiecie nie padliśmy na kolana przed Litewszczykami i chuj z tej elektrowni będzie. Niech se uran zeżrą, bydlęta niechrzczone.

Koniec z importem robiącym z Lolski państwo drugorzędne

- Lolska nie może podtrzymywać importu, który czynił z nas państwo drugorzędne, który powodował że wszędzie byliśmy przyjmowani jako petenci. Zakażemy reklam wywołujących pożądanie podprogowe rzeczy u nas naturalnie nie występujących. Jest na to specjalny program komputerowy. Banany są jadem, który ma rozmiękczać nasze serca. My nie chcemy o nic prosić, my chcemy tylko tego co się nam należy, chcemy pieniędzy, które ja i moi zaufani współpracownicy będziemy równo rozdzielać – płomiennie rysował wizję powszechnego dobrobytu i jutrzenki ludowej sprawiedliwości Jaro Dzierżyński. - Nie pozwoliliśmy, żeby zabrali nam naszą pozycję, naszą godność, nasz honor, nasze wartości, naszą tradycję, nasz patent na płytę wiórową z gazet. – tu stracił oddech i popadł w filozoficzną zadumę, której owoce po chwili wytoczyły się echem na parkowe alejki - Każdy naród składa się z różnych ludzi. Każdy człowiek składa się z różnych komórek. Są komórki lepsze i gorsze, są też komórki rakowe, i te bezwzględnie wycinamy w trosce o cały organizm. Taki jest świat i taki jest człowiek i takie jest ciało człowieka, tylko Jezus był doskonały, takoż doskonałym jest jego Mistyczne Ciało, którego prawdziwy Lolacy są nieodłączną częścią, zatem jesteśmy doskonali, co chcemy uwznioślić i obnażyć. Nie możemy zatem odpowiadać za zbrodnie popełnione przez inne narody i za błędy poczynione przez tych, którzy się pod nas podszywali, zwodzili, zdradzali, niech nam teraz płacą, bo nam się należy, bo tacy już jesteśmy - grzmiał J. Dzierżyński.


Uszczyplińska roztacza swój osobisty czar, śle seniorom mokre buziaki, za nią Jaro (CIAP)
środa, 03 października 2007
Sikorka, gdy była jeszcze wpuszczana do najbardziej wiejskiego klubu w mieście, postawiła cinkciarzowi Welesowi Swarczyńskiemu jedną setę. Zwrot sety miał nastąpić przez mieszkającą u Welesa strzygę, odstępującą gardła nieraz. Strzyga twierdzi, że zwróciła dyskretnie w torebkę sikorki. Sikorka utrzymuje, że rewanżu nie było.

Sikorka o starej nie odbitej secie powiedziała we wtorek swoim koleżankom z roku. Setę postawiła cinkciarzowi Welesowi Swarczyńskiemu w sierpniu ub. roku podczas biby z okazji Święta Gwałtów Wojennych w Zajebwrogażmiło. Strzyga w odpowiedzi chuchnęła.

- Chyba chodzi o milimetry. – dociekał wielebny, i znalazł na siedzeniu proszek oraz dwóch szczęśliwych agentów.

- Zwróciłam tej suce drugi raz, a za trzecim to jej wypłacę. – strzyga ściskała się za kamienie żółciowe -  Raz już zwróciłam rok temu (strzyga spędzała wtedy długie godziny pod biurkiem Welesa); wtedy nie było niestety nikogo, kto by mi się przyglądał. (...) Po to, żeby o tym więcej nie mówić, napisałam tej suce na drzwiach: "Po raz kolejny zwracam w imieniu pana Welesa, któremu się ciągle napszikszasziszaszaraszasz, dupa".

Jej zdaniem, Sikorka "robi sobie dupę z gęby" rozpowiadając, że współpracowała z Welesem - została dopuszczona do siedzenia w tym samym pomieszczeniu. Strzyga wyraziła nadzieję, że to "ostatni taki biznes". - Jak za tę setę zbierze po ryju, że sobie rękę zwichnę, to takiej przebitki nie ma nawet na wczasach we tropikach - dodała.

- Rozumiem, że wylew pokiereszował strzygę, i ufam Perunowi, że skróci jej cierpienia. W związku z tym chciałabym serdecznie podziękować panu Welesowi za wylewność. Odczytuję to jako przejaw zdrowej potencji i dobry omen na współpracę Welesa ze spółdzielnią, która zrobi mu taki zamęt z interesem, że szok. - ripostowała znad sznycla krymskiego sikorka.

- Gdy tylko zobaczę zwrota, to zamkną się jej wrota, na wieki wieków amen – dodała szeptem.