zbieżność rozbieżna
RSS
poniedziałek, 16 czerwca 2008
O powstaniu nowej inicjatywy fertylizacyjnej - Ruchu Przełomu Porodowego - poinformował w niedzielę w Lubeline prof. opowieści (katedra dziwnych treści) i publicysta "Naszego Plemnika" Jerzy „Leczo” Nowak.

Ruch Przełomu Porodowego został zarejestrowany 10 czerwca. Prezesem ruchu jest Jerzy „Leczo” Nowak, wiceprezesami telefon zaufania Szyszkoff Zanęcki pseudo „Kiełbasa” i prywaciarz Ładnysław Kuciapka pseudo „Kabanos”, a przodującym członkiem nierządu Wyrzej Klitor pseudo „Salami”, będący jednoistnie prezesem Federacji Organizacki Pro-Poród i Stowarzyszenia Inseminacji i Rozpłodu Lolski.

Jak poinformowali podczas konferencji prasowej członkowie kierownictwa, RPP nie jest partią polityczną, a oddolnym ruchem społecznym, w którym uczestniczyć będą miliony Lolaków, a którego celem jest eksplozja demograficzna. Członkowie władz RPP "nie będą uchylać się od swych obowiązków pokrywając praktyką teorię ", podkreślają jednocześnie, że "za wcześnie by mówić o konkretnych zaliczeniach".

Organizacja posiada 28-osobowy klub założycielski, w kilkudziesięciu ośrodkach pełnomocnicy tworzą Ośrodki Nieustannej Matki. Jesienią jest planowany start programu lojalnościowego RPP w oparciu o hasło „dotacje za inseminacje”.

"Jest to ruch mający skupić wszystkich lubiących jazdę bez trzymanki, bez zabezpieczeń, i z finałem w miejscu odgórnie wyznaczonym, zarówno naturszczyków, jak i członków różnych partii. To ma być akcja wyrosła z naszych buduarów, bo zbyt wiele płacimy za plany zdjęciowe celebrities, które robią na ekranie za nas to, co winniśmy robić sami, nawet dalece wykraczając poza samą inseminację. To było zgubą Hollywood i źle rzutuje na lolską kinematografię" - ocenił Jerzy „Leczo” Nowak.

"Za 2 lata wszyscy będą wcinać tatarak" - powiedział Nowak.
czwartek, 05 czerwca 2008
Ta szalona akcja miała miejsce po ciemnej stronie Lolski. Osoby wrażliwe i o słabych nerwach proszone są o zamknięcie oczu. Czarownica Duśknota Wórman, rozgarniając odchody podczas "Dnia pompy bez mocy" w zbiorniku osadowym, pomyliła nadzorcę Pecha K. Czyńskiego z Miechem Walizą. Tknięta przeczuciem totalnej zagłady padła do stóp suwerena, a ten w swej bezgranicznej łasce wypełnił jej usta nasieniem prawdy – Miech nie jest Walizą, lecz Saszetką, i wiem to od czasów, gdy nosiłem za nim nocnik chcąc jebnąć mu z niespodziaka, paniała? No, rimember dad ju takasiaka biacz!

- Do skór wam się zaraz dobierze, różowe parobasy, Miech Waliza - tymi słowami Wórman sklęła ukrywających się wśród stert guano stażystów - O ja pierdolę! Jaki Miech Waliza!? Wiedziałam, kurwa, że biorąc tę fuchę wdepnę głębiej, niż myślę. Oczywiście nasz kochany Pech K. Czyński! - szybko się poprawiła. Nadzorca pełen zaskoczenia, ale i opanowania odpowiedział: - Waliza też robił batogiem i trzaskał po mordzie. Chyba tak ci jebnął, że do dzisiaj masz halo pod deklem.

Po zakończeniu czynności porządkowych, gdy nadzorca przeglądał się w lustrze mętnej wody, Duśknota Wórman podeszła do niego i błagała o powtórne okazanie łaski klękając karnie. Wszyscy byli zaskoczeni, również sam Pech K. Czyński. Nadzorca spiął mocniej galoty i wypłacił czarownicy z kopyta, że aż jej rzyć pustym okiem spojrzała ku niebu.

Nie jest tajemnicą, że nadzorca K. Czyński ma specyficzną słabość - z wzajemnością – do czarownic. W tawernie Polshit przechwalał się publicznie, że choć nie czytał jeszcze słynnej książki Sławoluba Cepownika i Łotra Naturszczyka „Młot na czarownice”, to "o pachołkach Baala, Asmodeusza i Belzebuba swoje wie".

- Czy pospólstwu należy się papka informacyjna, czyli kłamstwo, czy znającej swoje miejsce tłuszczy należy się prawda. Otóż ja mówię jasno – tym burym sukom należy się prawda prosto w ich niedomyte mordy, nawet, jeżeli byłaby trudna do przełknięcia – artykułował z wdziękiem K. Czyński. Nadzorcę musiało zaboleć, że to akurat czarownica pomyliła go z Walizą.

Tymczasem woźnica pił okowitę, bo nie mógł wytrzymać

Trzy wiorsty przed zbiornikiem osadowym grupa rycerzy z zakonu Świętej Panienki Trzeźwej Jak Świnia zatrzymała rejsową furmankę, której woźnica znieważył zad własnego konia nadmierną wylewnością. 44-latek przewoził stażystów z Placu Pod Bardzo Obiecującą Inwestycję Odwlekaną Zgodnie Z Zapowiedziami do Obszaru Obrzucania Gównem.

Furmanka trafiła na parking strzeżony, koń do rzeźni, woźnica dostał wpierdol, a stażyści musieli rycerzom polerować miecze. Porządek został przywrócony.

Wezwanemu spowiednikowi woźnica w tajemnicy ujawnił, że on i jego kamraci zawsze dają czadu na tej trasie, bo "nie mogą wytrzymać".

Szajką defetystycznych woźniców zajmie się bezstronny ząb czasu.


Zabawa w tzw. "sztafetę" zyskuje popularność także wśród sfer porządkowych.
Od lewej: czarownica, obecny nadzorca, przyszły nadzorca.
sobota, 31 maja 2008
- Nie jestem antyklerykałem. Pokazuję tylko, jak żałosne są te czarne diabły, które trzeba jak najszybciej przepędzić - mówił Jerzy „Leczo” Nowak, publicysta związany z Radiem Chryja, podczas spotkania w Domu Racji Ostatecznej.

Nowak wykłada w Wyższej Szkole Propagandy Pełzającej i Szeptanej na Łysej Górze. Zasłynął z wielu kontrowersyjnych wypowiedzi dotyczących osób, które bruździły w czasie, gdy on sam z uporem udoskonalał przepis na leczo, postulując zastąpienie drogiej papryki dużo tańszym tatarakiem. Był również autorem śmiałej inicjatywy, o której nikt nie słyszał, by ograniczyć dopuszczalną wysokość pomieszczeń mieszkalnych do dwóch metrów, a wszelkie naddatki obłożyć surowym podatkiem. Przeciwnicy zarzucają mu antyklerykalizm i agorafobię, lecz on im nie pozostaje dłużny wyzywając od megalomańskich opłatkożerców.

W marcu przeciwko wykładowi Nowaka w Galerii Handlowej „Raj” protestowała Lolska Loża Ciemnogrodzian. Spotkanie miało się odbyć pierwotnie w dyskoncie „Syf Jest Tani” na Koziej Górce, ale w ostatniej chwili Nowak zorientował się, że za „Syfem” stoi tradycjonalistyczny kapitał szalejący z promocjami miodu pitnego, moczki i makutr. Wystąpił więc w „Raju”.

U wrót Domu Racji Ostatecznej powitała Nowaka grupka demonstrantów. Skandowali "Pomidory nie wystarczą", rozwiesili także transparenty, m.in. z napisem "Swoje kotlety odsmażaj w McDonaldzie!” i logiem Młodych Oportunistów.

Prelegenta zapowiedział szef związków zawodowych menadżerów średniego szczebla Jan Cool. Chociaż wykład miał dotyczyć książki "Mieć czy być" Ericha Fromma, zaczął się od omówienia sytuacji w kraju. Nowak w ostrych słowach atakował swoich przeciwników. Skruszonego kapitalistę Romana Makarona nazwał "rezerwatem", a synoptyka Szymona Maga - "fanatycznym wrogiem Radia Chryja notorycznie mącącym fale eteru". - Od kogo ci ludzie, pachołki Watystanu i reakcjoniści, mieli uczyć się kapitalizmu? - pytał się słuchaczy, którzy zapełnili całą aulę, po czym opisał działalność księdza Słomki, wikarego Sianka, biskupa Stodołki, prałata Kiszonki i „arcybiskupa pedofili” z Bronxu. Krytykował też wielkość hal produkcyjnych w telewizji. – Te tak zwane hale swym rozpasanym ogromem przytłaczają zapraszanych do programów gości i efekt tego jest taki, że nikt nic z sensem do kamery nie powie – grzmiał prosto w twarz zgromadzonym. Prelegent nie omieszkał też wykpić zagranicznych podróży premiera Rolanda Hulka – Zamiast namacalnego życia w dokach Hamburga wybiera on co? Kupę gruzu i trochę skorup! Taką i nam szykuje przyszłość! – zawodził poklepując się po głowie.

Nowak ogłosił zbieranie podpisów pod listem do kogoś ważnego, w którym ma zaprotestować przeciwko używaniu w nazwie wydawnictwa "Znak" [nakładem którego ukazała się książka Fromma - red.] przymiotnika "postępowe". Odniósł się także do demonstracji: - Znalazła się grupka młodych ludzi, którzy krzyczeli "antyklerykał". Dla nas jedną z najważniejszych rzeczy jest walka o dusze młodych, bo ich oszukano - mówił. - Na bękarty kleru to już nic nie poradzimy, chociaż są wyjątki.

W drugiej części wykładu Jerzy „Leczo” Nowak skoncentrował się na samej książce Fromma, którą nazywa "łajdacką", zaś autorowi zarzucał antyliberalizm i antyracjonalizm. Zwracał uwagę na rozbieżności między drugim a trzecim rozdziałem.

Po wykładzie Nowak ugotował 44 litrów leczo z tatarakiem zamiast papryki. Słuchacze spożyli je w ciszy i skupieniu. - Modlę się, żeby pan profesor gotował w moim domu - wyznała po spotkaniu starsza kobieta w autobusie linii 11, mocno zaciskając szczękę.


Jerzy "Leczo" Nowak i jego zwolennicy nie pozostawiają suchej nitki na zdrajcach postępu
niedziela, 04 maja 2008
Jeden z działaczy Obozu Kulinarno-Radykalnego przebrany za, a właściwie rozebrany na modłę mnichów dżinijskich, zamiatający przed sobą owady miotełką, z ustami okrytymi drobną siateczką, prowadził swoich kolegów na Górę św. Wanny, do sanktuarium Rodzynkowej Skórki. Zgubił go brak opalenizny oraz intensywna emisja gazów biologicznych. Świadkowie twierdzą, że w krytycznych momentach ciekło mu po udach.

"Nie zawsze taki wygląd oznacza propagowanie naturyzmu" – komentuje biegły sądowy Gracjan Roztocki.

Wśród zatrzymanych w piątek kuchcików OKR na Górze św. Wanny znalazł się mężczyzna, który podawał się za prawdziwego mnicha dżinijskiego należącego do digambarów. Kiedy zatrzymały go służby sanitarne, wytłumaczył, że prowadzi 11-osobową grupę natchnionych z Satanowitz na bicze wodne. – Odziani w stroje aseptyczne inspektorzy poprosili domniemanego mnicha o przyklęknięcie i okazało się, że ma on 5,5% dwukapuścianu jadowitego w wydzielanych gazach, co sześciokrotnie przekracza ludzkie pojęcie - tłumaczy inż. Jolajna.Doc, rzecznik prasowy górskich wodociągów. Podczas dalszej obdukcji, kiedy fałszywy mnich przypadkowo uniósł kończynę, inspektorzy zauważyli plasticzany komplet solniczki z pieprzniczką sprytnie przypięty taśmą pod lewym pośladkiem. Wtedy mężczyzna przyznał się, że nie jest dżinistą chcącym wykorzystać sanktuarium do swych rytualnych ablucji, tylko srogim członkiem OKR prącym do starcia obcych wpływów gastronomicznych z powierzchni Góry św. Wanny i nie tylko. - Twierdził, że do obnażenia się zmusił go imperatyw, a mnicha dżinijskiego można też spotkać na kartach legalnego podręcznika do geografii i dzieci na to patrzą. Prokuratura przedstawiła mu zarzut z artykułu 61 kodeksu wykroczeń o przywłaszczenie sobie tytułu i stroju (w tym przypadku – miotełki i siateczki na ustach), do którego nie miał prawa. Grozi mu za to kara na dwa baty – podają przecieki.

Propagowanie dżinizmu przykrywką dla kulinarnie radykalnych?

Kolejnymi zatrzymanymi na Górze św. Wanny, oprócz fałszywego mnicha, byli dwaj blondyni robiący na zmywaku u Wietnamczyka w bistro „U Zdzicha” na wylocie z sanktuarium. Do ciasteczek z wróżbami wkładali ulotki propagujące non-violence i negujące istnienie boga osobowego, co z racji na użytą farbę i rozmiary kartki stanowiło poważne zagrożenie dla życia i zdrowia osób spożywających.

Samoobrona sąsiedzka zatrzymała również dwóch brunetów, którzy przed sanktuarium defilowali z flagą przedstawiającą emotikonę radości i swastykę. - Musimy poczekać na pozwy w tej sprawie, bo trzeba dokładnie ustalić, które z uczuć religijnych zostały naruszone, przy czym zwracam uwagę, że zatrzymane osoby nie figurują w księgach parafialnych jako odszczepieńcy – z przekąsem poinformował Męczysław Pryszcz, rzecznik przeora sanktuarium Rodzynkowej Skórki.


Symbol dżinijski z kontrowersyjnej flagi
niedziela, 13 kwietnia 2008
Około 150 członków Kulinarnego Odrodzenia Lolski oraz Obozu Kulinarno-Radykalnego próbowało przejść ulicami Vratislavy. Doszło do starć ze służbami sanitarnymi. Jeden OKR-owiec został odwieziony karetką na płukanie żołądka.

Pierwsi manifestanci pojawili się ok. godz. 13.00 w Arschlochalle we Vratislavii. Byli to członkowie głównie Obozu Kulinarno-Radykalnego (OKR) z całej Lolski, którzy - jak twierdzili - przyjechali do Vratislavii przewietrzyć swoje jamniki. Zamiast jamników przywieźli jednak transparenty: "OKR Trójniak", "OKR Smalec", "KOL Majeranek", "Oddamy żołądki i wątroby dla idei Wielkiego Kotła", "keczup to morderstwo" i "jestem swojakiem, mam swojskie dolegliwości". W sumie zebrało się ich ok. 30-40.

Sprzeciw wobec pikiety wyrażało kilkunastu modernistów, członków grup fastfoodowych i stowarzyszeń przeciwko nadkwasocie. Podkreślali, że "nie godzą się na manifestacje wstecznych tendencji gastrycznych w centrum miasta". W okolicach pl. Izydora Knyszaka doszło do gwałtu na gardle jednego z tradycjonalistów. - To niedopuszczalne, aby w naszym mieście bezkarnie spotykali się fanatycy smalcu i propagowali swoje ksenofobiczne poglądy - powiedział jeden z modernistów. – Zapakowaliśmy facetowi musztardy francuskiej po dwunastnicę! - Ofiara po płukance i złożeniu zeznań inspekcji sanitarnej poszła sobie.

Przy pomniku Ludowego Grilla na tradycjonalistów czekał nadinspektor mięsny Hermann Kanonenfutter, który poinformował organizatorów, że jeśli nie pokażą jamników – zostaną zdezynfekowani. Tak też się stało już 5 minut później, gdy członkowie KOL i OKR zaczęli wznosić hasła "raz tłuczkiem raz nożem mięso czerwone" oraz "precz z kokosem".

Tradycjonaliści twierdzili, że ich jamniki same zamieniły się w transparenty i zamierzają dokończyć manifestację. Chcieli dojść do Kotelett Strasse. Po przejściu kilkuset metrów zostali zatrzymani przez służby sanitarne, które ustanowiły wokół strefę zapowietrzoną.

Na miejscu pojawiły się antyprespiranty kulkowe oraz w sztyfcie. Terroryzowały manifestantów w kierunku mobilnych eliminatorów wzdęć publicznych. Później przyjechał wielki odsysacz treści żołądkowej.

Większość ze zdezynfekowanych odpowie za naruszenie przepisów prawa o wzdęciach publicznych.


Poświęcenie chłopaków z Kulinarnego Odrodzenia Lolski nie zna granic...

środa, 02 kwietnia 2008
- Ci policycy, te partie bez sromoty wyciągną biesie kopyta i liszaj pokryje im fizis - stwierdził oficer Ryzyk mówiąc o organach i niezdrowych tkankach, które bezczelnie zaprzeczają istnieniu Wroga zapowiedzianego przez dwójkę dzieci na hałdzie w dniu koniunkcji Romulusa, Andybarana i Yara Slava. - Za grzeszników modlić się o nawrócenie, ale wiedzieć, że to jest grzech będący jutrzenką śmierci.

Szef Radia Chryja tradycyjnie połączył się telefonicznie ze swoją stacją kolejową, by dać wyraz jednoznacznej interwencji. W przechowalni bagażu trwała akurat pogadanka ku serc pokrzepieniu "Ciemne Strony Dnia", w całości poświęcona różnym Wrogom. W ewokowaniu ersatzu ciemności partycypowali wyłącznie zwolennicy bezwzględnego sprzeciwiania się Wrogom: osioł Zbynio Giczoł ze ZWiSu, herszt Samotnej Brony Alfa Lesser i edukator El PR Wrogosław Orze-Troski.


- Słuchając tych aktualności można mieć czarne myśli, ta sytuacja w tej chwili jest więcej niż smutna - dorzucał gorejące trzy grosze oficer Ryzyk. - To jest dramatyczna sytuacja, gdy patrzę na kondycję duchową, intelektualną, moralną ludzi, to można by wpaść w apokalipsę. Widać nawet pewne rozdwojenie nawet w ludziach, o których byśmy przypuszczali, że są religijni, głęboko wierzący we Wroga i noszący w sobie tę tajemniczą iskrę miłosierdzia ożywiającego błysk sztyletu wrażego śród zasłon poranka o czasie, gdy sen i jawa toczą zacięty bój, w którym to boju zda się odbijać wiekuiste zmaganie tego, co z ziemi naszej, nie innej, z tym, co ledwie naleciało niesione zdradzieckim w oczach marynarzy losu wiatrem. Bo ropa moczy mur sasanek!


Oficer nie wspomniał, jakich marynarzy miał na myśli.


- Jeżeli człowiek oddala się od Wroga, jeżeli buduje swoje życie, swoją twierdzę nie w opozycji do Wroga, nie przeciwko Wrogu, ginie - ciągnął strateg Ryzyk.- A my uczmy się, patrzmy kto co jak gdzie i za ile. Znajmy ceny, znajmy też procenty, daty, adresy, dolegliwości i preferencje.  Znajmy i spisujmy skrupulatnie wysyłając na podany adres. Za grzeszników modlić się o nawrócenie, ale wiedzieć, że to jest grzech bedący jutrzenką śmierci. Tak bym powiedział bardzo oględnie, żeby nie dotykać ich w te miejsca, które budzą me przerażenie, budzą we mnie.


"Nasz Sennik", gazeta proroków ciemnowidzących, zapowiedział pomiędzy jedną a drugą krzyżówką, że opublikuje imienne wyniki zadeklarowania wrogości do Wroga i dołączy do tego ekskluzywnego numeru włosy wybranych osób, ku samodzielnemu sporządzeniu laleczek voodoo.
czwartek, 27 marca 2008
Na terenie całego kołchozu Lukashenkograd, rozkładającego się wśród żyznych pagórków naturalnego pochodzenia, między Lolską a Ropią, około godziny 7 rano rozpoczęło się obmacywanie dziennikarzy. Wielu z nich jeszcze było w łóżkach, gdy wszędobylskie ręce tow. Lukashenki, zwane potocznie Kacapsko-Genitalną Swołoczą,  zaczęły ich smyrać po jajkach. Nie wiadomo, czy wśród obmacywanych są też Lolacy. - Stawia im się laskę dmuchaną kukłą Lukashenki - powiedział nam starszy archont Aleksy Second Edition – Ten stary perwert nie zna litości!

Obmacywanie dziennikarzy odbywa się wszędzie: na klatkach schodowych, w kolejkach po bób, publicznych wychodkach, parkach, placach zabaw, a nawet w żłobkach i harcówkach. Nieznana jest dokładna liczba obmacanych, ale świadkowie donoszą o co najmniej kilkunastu ofiarach. Podczas obmacywania dziennikarzom giną z kieszeni różne drobne przedmioty, a także portfele, telefony i bardzo cenione przez KGB zegarki typu cebula. Telefonów nie odbiera ponad 20 dziennikarzy, którzy mogli zostać obmacani.

KGB zrobiła groteskowy burdel w największych redakcjach, pełniący rolę zasadzki. Wszystkich wchodzących atakują klony Lukashenki o twarzach zniekształconych hydraulicznym wizażem. Są skąpo odziane, z perłowymi perukami przyklejonymi do potylic, prawdopodobnie odżywiają się wyłącznie torfem w papce.

Lepkie rączki Lukashenki zakradły się również do prywatnych mieszkań - dziennikarze dostawali gęsiej skórki od zimnego dotyku nad ranem, a ich mieszkania przeszukiwano. Kacapsko-Genitalna Swołocz rekwiruje twarde dyski, taśmy i nagrania radiowe w poszukiwaniu
ostrej erotyki cenionej w kręgach szyjnych Lukashenki, której niestety dzielni gieroje nie potrafią ściągać z netu samopas.

Wszystkie człony KGB mają ustawiony Onet na stronę startową i dalej niż szpiegowska prasówka nie wyskoczą. Bardzo lubią onetowe forum. Znają też doskonale wszystkie teledyski Kai Paschalskiej i po paru flaszkach wyją Chinkę Cipulinkę.



Akcję obmacywania dziennikarzy zapowiadał powyższy ściśle tajny i poufny plakat.
wtorek, 25 marca 2008
Co on zarzuca?

Obywatel zamulony miał postawić Okręgowej ‘Radzie rEgionalnej w dysTrYkcie we wtorek podczas wstępnego przesłuchania do piątej edycji Tańczących Na Głodzie.

O’RETY uważa, że swoim zachowaniem podczas ubiegłorocznej rozprawy z Trybunałem Konsyliacyjnym poruszył zasady i wywołał kwasy. Zamulony na polecenie wuja MC Kwacza, któremu wisi dudki za deser ze stołówki, wybił Trybunałowi dwie dziury badając ustawkę kastracyjną. Uczynił te wyłomy donosem, że Trybunał z dwóch stron ma nogawki zabłocone. Pierwszy i drugi przybrali pozę pochyloną i wtedy dopadł ich zamulony, prąc mocno. Szef Trybunału wyłączył obu. Zamulony nie podał, że sam naniósł wspomniane błoto, i dlatego ma teraz wyskoczyć z kolejki dla całego O’RETY.

Obywatel jednak nie stawił się, podobnie jak dwa tygodnie temu (wtedy tłumaczył się ściganiem zalegających mu z kolejką). - Postawiono mi kolejkę, ale ona była wąskotorowa, co uważam za absurdalne, bo nie dostarczono mi instrukcji obsługi. Dlatego polałem rzecznikowi wody w temacie odroczenia. Jak sobie dość odroczę, to rozważę. - oświadczył zamulony niosąc w pocie czoła kefir. Dodał, że dysponuje glejtem na kolejną kolejkę u "szefa jednej z katedr pewnego uniwersytetu, znanego z określonego zakresu", co potwierdza, że ma mątwę, bo przed Trybunałem miotał mułem jako obywatel, a nie zamulony.

Muł nie chciał tego skomentować.



When I was a tiger my nun used to say: gotta sunyata?
środa, 19 marca 2008
Nieńcy Lolskę rozbiorą, a źli szpeje zajdą od tyłu i łubudu!

Wróg czai się nawet w lodówce i w sypialni obok...



piątek, 01 lutego 2008

Jako "następną prowokację" odebrał oberleutnant Tadeusz Ryzyk wciągnięcie Wyższej Szkoły Brawury Odwiecznej i Mentalnej w Piernikach na listę projektów kluczowych, które mają być dofinansowane ze środków obcego pochodzenia. - Nie łudźmy się, że dzisiaj uderzyli w nas nie znaczy, że jutro nie uderzą w ciebie czy w twoich najbliższych. Dlatego powinniśmy razem się mobilizować - mówił w Radiu Żmija. - To jest ta metoda "umoczyć" - dodał.

- Dla nas to jest następna prowokacja. Pokazuje się, gdzie my jesteśmy, kto rządzi i co nas czeka. Myślę, że jest to też ostrzeżenie dla ludzi Brawury - ocenił Ryzyk.

Zakusy międzynarodowej finansjery dotknęły wielu projektów. W wyniku tzw. „przyspieszenia” liczba projektów na celowniku cywilizacji śmierci zwiększyła się o 49 proc. Spowodowało to pojawienie się z sufitu prawie 30 mld baksów, które mają być przeznaczone głównie na kuszenie kierowników projektów wyłanianych w konkursach audiotele.

Minister: Szkoła o. Ryzyka spełnia kryteria

Minister degradacji poziomu kultury regionalnej Elizabeth Bi’ska poinformowała tuż przed zachodem słońca w piątek, że na listę została wciągnięta m.in. WSBOiM. - Jest to decyzja absolutnie merytoryczna, szkoła o. Ryzyka spełnia kryteria rozlicznych bankierów oraz lóż masońskich żywo zainteresowanych jej dewastacją moralną – oświadczyła bez ogródek minister w teleturnieju „Za ile się sprzedasz?”.

Zdaniem o. Ryzyka decyzja ministerstwa "wpisuje się w postanowienia sił liberalno-lewicowych, które wyraził, nie tak dawno, komunistyczny kapitalista z Supraśla". Założyciel WSBOiM nawiązał do umieszczenia przez Judasza Męczymorsa kontrowersyjnego wpisu w toalecie sejmowej o konieczności "odkupienia ryzyka".

Ryzyk: To jest ta metoda "umoczyć"

- Kiedy to się zmienia kryteria w czasie, gdy już jest coś nie przyznane? Prawo nie działa wstecz. To jest jakiś relatywizm, jakieś widzimisię. To jest ta metoda "umoczyć" – snuł czarną wizję Ryzyk.

- Gdy patrzę na to, kto to robi, bo to też jest ważne. Nie będę mówił o poszczególnych nazwiskach, chociaż wszystkie te nazwiska mieszczą się właśnie w tej lewicy, w ośrodkach międzynarodowej finansjery, w określonej tradycji. Jeżeli nie bezpośrednio córka czy syn, bo już był za młody, to ojciec, to matka, to cała rodzina była mocno lewicowa, nastawiona na kapitał i zysk. Byli pierwszymi sekretarzami, byli nawet CEO - dodał oberleutnant.

Wyższa Szkoła Brawury Odwiecznej i Mentalnej za czasów poprzedniego rządu, budującego etniczny imperatyw Brawury oraz paradygmat finansowego niepokalania, została umieszczona na tzw. liście projektów chronionych "Tradycja i Czystość". Uczelnia miała mieć automatycznie blokowane przelewy w walutach obcych i z kont złego pochodzenia.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22