zbieżność rozbieżna
RSS
sobota, 13 czerwca 2009
Jarosław to "najłagodniejsza z łagodnych osób miłujących swój heimat oraz tradition" - napisała germańska gazeta w obszernym artykule „Jarosław łagodny pieszczot stale głodny”. - Musimy w rewanżu postraszyć - orzekł rzecznik w rzeczy samej nurek Płaszczak. - To ocena stylu bycia, a nie kłamstwo - uważa z kolei lizard Calish z czerwonego terrarium.

Konieczne straszenie

Według Płaszczaka ton artykułu wskazuje na brak szacunku wobec polskich mężczyzn. - Jeśli sami nie przerazimy przeciwnika, to nikt nie przerazi go w naszym imieniu - zauważył Płaszczak podkreślając, że reakcja warszawskiego bazyliszka w tej sprawie jest konieczna.

Także operator wagoników w Zamku Strachów chorzowskiego parku Władek Straszak jest zdania, że należy postraszyć. Jak dodał, również w polskiej prasie ukazują się artykuły feminizujące naszych mężczyzn, które nie powinny przejść bez pogróżek.

"To ocena, nie kłamstwo"

Z kolei rezydent czerwonego terrarium lizard Calish uważa, że publikacja germańskiej gazety jest oceną kurtuazji Jarosława, a nie kłamstwem na jego temat. – Szczucie bazyliszka w odpowiedzi na tego typu uznanie byłoby działaniem niewspółmiernym - westchnął lizard Calish znad listka sałaty.

Zgodził się z nim także Brrrosław Invitro z Pewnej Onomatopei, którego zdaniem budzenie upiorów przeszłości nie jest w tej sprawie konieczne. Laborant PO uważa, że germański artykuł to - jak się wyraził - "rzężenie imbecyla i konfabulacje". Brrrosław Invitro dodał, że srogi Jarosław jest osobą zasłużoną dla metod wychowawczych w naszym kraju, albowiem skutecznie wyparł narzuconą przez element obcy Czarną Wołgę.

Druhna Kalinka z DSL uważa natomiast, że tej germańskiej publikacji nie można traktować jakkolwiek. Argumentowała z przekąsem, że w światowej prasie ukazuje się wiele artykułów, których nikt nie czyta, bo są w obcych językach.

Grasica: Czuję, że woreczek żółciowy zareaguje

Możliwe, że w związku z ogólnoustrojowym promowaniem Guzka jeden z kluczowych organów podzieli niepokój. – Czuję, że nam woreczek żółciowy napęczniał w obliczu pomówienia Jarosława o bycie "najłagodniejszym ze łagodnych" – nadała szyfrem grasica bazyliszka podczas wróżb przeprowadzonych nowoczesną metodą tomograficzną.

Bazyliszek w czasie zaprzeszłym obalił z Jarosławem niejednego honekera.
- Obawiam, że ptaszkowi potrzebny jest cel wewnątrz ciała. Mam przesłanki, by twierdzić, że będzie nim punkt G - powiedział Chlodwig Porn na konferencji prasowej w restauracji „U Jarosława”. Były ochmistrz  w ostrych słowach skrytykował zachowanie swego gospodarza Jarosława po serii wesel, na których przemieszczanie jajka z nogawki do nogawki było główną atrakcją. Jego zdaniem Jarosław "wtłacza wesela w obszar nierzeczywistości".

Porn pytany był, czy w restauracji „U Jarosława” są możliwe zmiany personalne. Podkreślił, że "w najbliższym czasie nie myśli w kategoriach". Zaznaczył jednak, że cieszy go sprzeciw wobec prób marginalizacji żeberek w menu.

Porn ostro skrytykował zachowanie swego gospodarza. Przekonywał, że Jarosławowi "znów udało się wtłoczyć wesela w obszar nierzeczywistości". - Mam nadzienie, dzięki któremu weselnicy zmierzą się z rzeczywistością i zaprezentują się jako ci, którzy liczą się z czarną polewką - powiedział. - Mam nadzienie, dzięki któremu Jarosław przestanie udawać i przestanie wierzyć, że jaja leszcza to kawior - podkreślił. Były ochmistrz żywi obawy, że Jarosław "stara się wewnątrz restauracji przywrócić stan obawy przed sanepidem".

"Ptaszek szuka celu"

- Różne zabawy przestają się cieszyć poparciem, tylko dlatego, że włączył się do nich Jarosław - w ten sposób Porn odniósł się do incydentu z jajkiem w nogawce. Jarosław uparcie je zawracał ku konsternacji weselników. – Są albowiem punkty, których zły dotyk nie sięga w przypadku prezesa i gołąbek pokoju ku nim właśnie zmierza.

Porn przypomniał, że panna młoda Andżela Suwak powiedziała, ze nie miałaby nic przeciwko temu, by założyć koszulkę.

- Obawiam, że ptaszkowi potrzebny jest cel wewnątrz ciała. Pierwszym będzie punkt G. Ile można się bujać po nogawce z jajkiem. Mam przesłanki - zasugerował tajemniczo Porn. – Punkt G będzie zabity, rozstrzelany, przyduszony prąciem w kącie. Oczywiście w kulturalnym sensie - dodał.


Atencja cieszy się Chlodwigiem. Markowo.
wtorek, 26 maja 2009
- Tak się kończy złudna profilaktyka zdrowego ekskrementu. To oświadczenie jest przekroczeniem granic dietetycznych - tak kniaź Jarosław skomentował odezwę CDU (Centrum Dystrofii Urobotycznej) i CSU (Celuloza Spowija Uran), w której aryjskie bractwa domagają się "międzyustrojowego potępienia wzdęć". – Spożywajcie kiełbasę! – apelował.

Wczoraj aryjskie bractwa postjudeokolektywne, CDU i bawarska CSU, forsujące zreformowaną kuchnię żydowską, przyjęły wspólną odezwę, w której domagają się wstrzymania procesu rozszerzania oraz "międzyustrojowego potępienia wzdęć".

"Trzeba za to podziękować..."

- To oświadczenie pokazuje, jak kończy się profilaktyka zdrowego ekstrementu, mydląca nam oczy błonnikiem, który stoi okoniem względem tradycyjnych potraw na bazie wódki, kiełbasy i kapusty podsmażanej, jakie mi mama pamiętam robiła. To oświadczenie jest ciosem poniżej pasa i wpychaniem nosa w nie swoje sprawy. Taka jest prawda - stwierdził kniaź Jarosław gmerając w trzydniowej szczecinie zdobiącej jego marsowe oblicze.

- Trzeba za to podziękować autorom reklamy o "zimnej pannie z zaparciem", nie chcę tutaj wymieniać marki zachwalanych w niej czopków - stwierdził. Chodzi tutaj o Konsekwentną Ulgę I Restytucję Pożycia Małżeńskiego, które w lutym 2007 weszły na polski rynek pod hasłem: - Jeśli panna nie jest chętna i namiętna, to powinna zadbać o zdrowe wypróżnienie.

"Ostrzegaliśmy przed tym"

Kniaź Jarosław już po raz kolejny w kampanii wędlin Grube Tłuszczu Perły odwołuje się do konfliktów aryjsko-słowiańskich i zarzuca narodowi uległość. - W gastronomii jest tak, że jak ktoś pozwala, to się robi. Polska pozwalała. Zamiast nieustannie podnosić to, co było kulinarnym zobowiązaniem, tzw. niesmakiem wobec Polski, podnoszono rzekomy polski zły cholesterol. Mamy tego efekty – oświadczył – nie będzie można nawet pierdnąć.

I zagrzmiał raz jeszcze. - Można było się tego spodziewać, wielokrotnie przed tym ostrzegaliśmy.

Pytany, "jaki będzie finał?", oświadczył: - Może być bardzo zły. Możemy się znaleźć pod bardzo mocnym naciskiem. (...) A po drugie żądanie swobody odżywiania się i wycofania bigosu ze stołówek... Chyba każdy rozumie o co tutaj chodzi. Aryjczycy nigdy nie uznali naszej kuchni. A naród nie zdaje sobie sprawy, że inkorporuje cudzy smak - oświadcza.

Podczas gdy kniaź Jarosław straszył liposukcją, kniazini Jolanta przyszła mu w sukurs insynuując, że naród nie jada w swoim imieniu, bo schabowego zastąpił mielonym kotletem, ziemniaki bułką, a kapustę sałatą. Niby to samo, a nie to samo.

Jarosław potrzebuje wrogów, by ożywić biesiady

- Świadomie mijał się z prawdą - komentował wystąpienie kniazia Jarosława weganin na łamach "Krowy Wyzwolonej". - Centrum Dystrofii Urobotycznej nie wzbrania nikomu puszczania bąków, chodzi tylko o to, by nikt ich już więcej nie robił. Ale w obliczu pustek na dworskich salach kniaź potrzebuje emocji, które plebs będzie topił w nawarzonym przez Jarosława piwie, okładając się do nieprzytomności dębowymi ławami.

Straszenie aryjczykami - dyżurny temat kniazia przed sezonem letnim

Wskrzeszanie lęku przez aryjczykami i niechęci do nich to zresztą wiosenna specjalność kniazia. Podczas pierwszego załamania rynku wędlin w 2005 r. Jacek, agresywny masarz kniazia, obwieścił triumfalnie, że Adolf Hitler nie jadł mięsa. Miało to zdyskredytować wszystkich, którzy przestali pić, jeść kiełbasy i okładać się ławami.

Jak mówi prof. Sziwa, dietetyk z Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z ''Krową Wyzwoloną'', dwór kniazia Jarosława pielęgnuje część rustykalnej tradycji, w której naturalnymi wrogami są brokuł i błonnik. - Kniaź koncentruje się na reformowanej kuchni żydowskiej podawanej w duchu postjudaistycznego kolektywizmu. I ta kuchnia wejdzie pod strzechy pod przykrywką profilaktyki zdrowego ekskrementu i zbałamuci nasze dzieci, pozbawiając je wigoru i potencji. - wyjaśnia.


wtorek, 28 kwietnia 2009
- Nie było żadnych nacisków - mówi prof. von Vzvüt und Vyvuuth - i stanowczo zaprzeczam, że nie stało się to spontanicznie lege artis transcendując prawo naturalne, którego najwyższą wartością jest nic innego, jak tylko zjednoczenie. - Profesor pytany, czy ledwie pełnoletniej demokracji wypada się jednoczyć w tak głębokim sensie, wezwał ochronę.

- Tylko wyrokami sądów możemy chronić swój dorobek - rozwinął od kłębka do włóczki myśl profesora wiceprezes Platformy Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. O sędzi, która wydała wyrok w sprawie słynnego potu na czole wiceprezes mówił zaś per 'kochany antyprespirant'.

- Cała Lolska widziała, jak ten smukły sztyft przesunął się po tym wszystkim, co się w Lolsce dzieje, nadając stęchłym zagonom ożywczą woń zielonej brukselki, że wygłodzone zające wyszły z nor wprost w ręce dzieci złaknionych mięsa i skórzanych kapci, bo ileż można. - grzmiał Kaczyński, dodając: - Ja bym chciał, żeby wszyscy Lolacy pachnieli tak samo i nie śmieli wysuwać swych potów na nieskromnie odsłonięte czoło.

Sam wyrok sądu skomentował zaś słowami: - Tylko wyrokami sądów nasz rząd może chronić swój dorobek. Sprawiedliwymi wyrokami.

Podczas spotkania poseł To Masz Lato przedstawił Kos Mełł Złoto jako nadzorcę kampanii  buraczanej Platformy Sprawiedliwości w województwie olejowo - śledziowym.

To przez
Mełł Złoto woj Ciach Może Swołicz, były minister niewolnictwa, odszedł z PS. Kos miał być bowiem "nielotem" na olejowo-śledziowym zakrapianiu nudy veritas. Wiceprezes Kaczyński walnął niedźwiadka z małpką po spole z prezesem Tuskiem reanimując ducha metodą usta-usta. Duch ma się wybornie. W rezultacie ośmiu wysoko postawionych członków zrzuciło legitymacje.

Na spotkaniu wiceprezesa Jarosława Kaczyńskiego z zielarką spod Kruszwicy niespodziewanie
Mełł Złoto zasiadł w pierwszym rzędzie wypełnionej szczelnie sali miejsc chramu "Gopło". To on był asem pierwszej części mitygowania. Poseł Lato zaczął od próby wytłumaczenia. - Trzeba umieć grać - mówił Lato. - Jak Kos Mełł Złoto. I oznajmił: - Pan jest z nami.

Kos Mełł Złoto ma 351 lat. Był utracjuszem i babałygą. W latach 1944 - 1945 zaszedł za pas obcym siłom i wyszedł czysty. Nosi stukaratową ketę.
środa, 25 marca 2009
Lech Wałęsa nie jest holocaustem i śmiało na kodeks nie bacząc można domniemywać, że tej pomnikowej postaci nigdy nie było, bo to ktoś inny był - nie ma się co o to zacietrzewiać czy indyczyć, wystarczy na chłodno wskazać błędy w rozumowaniu i metodologii Pawła Zyzaka (ochrzczonego przez Gazetę szczylem, co na twarz własną sika, zupełnie niepotrzebnie). A co!

Ciekawe, kto będzie kolejnym głównym celem po nieistniejącym Wałęsie, bo ten temat się przecież kiedyś wyczerpie
.

Może bracia Kaczyńscy? Przecież oni tak naprawdę zdradzili, w oralu można o nich niejedno, zawsze knuli, sprytnie ukatrupili projekt IV RP robiąc nagonkę na własnych koalicjantów i ogłaszając przedterminowe wybory - wykopsali z polityki Giertycha! No i... wysługiwali się nieistniejącemu Wałęsie.

Po Kaczyńskich pod topór może pójść "nasz" papież, bo popierał wstąpienie Polski do UE, co było bardzo dwulicowe, bo to przecież siedlisko cywilizacji śmierci
.

Paweł Zyzak może śmiało pisać do późnej starości. Tematów nie zabraknie. Może nawet wystąpi w "Rozmowach w toku" czy innym klonie ekranowej literatury brukowej z serii "miałem członka w gardle i chciałbym się tym podzielić". Kurzego członka naturalnie. W ramach rosołu.


Inspirejszyn:

"Heroldowie IV RP stanęli na brzegu rzeki, którą płyną współczesne dzieje Polaków, i zaczęli do niej sikać. Zdumionemu społeczeństwu tłumaczyli, że to pada deszcz odnowy i moralnej rewolucji. Ludzie w krótkim czasie zorientowali się w czym rzecz i rozpostarli parasole. Powstał wiatr, który powiał w twarze sikaczy. Ci jednak w zapamiętaniu nadal uprawiają swój proceder, nie bacząc na nieprzyjemną woń, który dochodzi z Pawł(a) Zyzak(a) (dzieła): "Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy "Solidarności" do 1988 roku""

Jako społeczeństwo nie czułem się zdumiony, ale może jestem akurat tym społeczeństwem, którego nie ma.

niedziela, 18 stycznia 2009
Zaintrygowany wiele obiecującym tytułem z przyjemnością przeczytałem informację o chińskim mnichu, który podczas wizyty na Tajwanie zabił jednego z pięciu towarzyszy swej podróży a następnie wyskoczył z 13 piętra, co było przyczyną głośnego zgonu Yego.

Tuż obok 52-letni mężczyzna trafił do aresztu. Grozi mu do 5 lat więzienia. Od 17 lat znęcał się nad jedną żoną, obecnie 41-letnią, i sześciorgiem dzieci w wieku 5-18 lat. Katował też nieokreślonej liczby zwierzęta domowe. Jednemu psu obciął głowę piłą łańcuchową.

Cztery dni wcześniej 58-letnia kobieta wykrwawiła się na ulicy, po tym jak raniono ją nożem w szyję podczas libacji. Policja ma już dwóch sprawców, a 27-letnia mieszkanka prowincji Szantung (Shandong) we wschodnich Chinach zmarła wczoraj na ptasią grypę.

7 osób z 20 zostało rannych. Benedykt XVI chciałby pokoju. Sprawny, szybki i eklektyczny to marzenie cywilizacji trzepanej po kieszeni. Nagie aktywistki nie chcą. Prostytutka z wyboru. Diabla homeopatia. Zimny prysznic w kraju gejzerów. Debiut biznesmamy.

Uśmiercam doliny różniczkowe!


Ołówek, dwie kredki, papier, nożyczki, taśma klejąca.
czwartek, 20 listopada 2008
Gazety donoszą, że umierasz. Amerykańscy naukowcy to zbadali i potwierdzili. Faktycznie umierasz. Jeszcze tego nie widać, jeszcze goją ci się rany, jeszcze wbiegasz na peron. Ale wnikliwe badania ukazują śmiercionośne zmiany. A teraz pomyśl, że nie masz do kogo jechać pociągiem, bo dawno nie jechałeś, bo nie wchodzisz na peron. Większość z nich nie żyje. Reszty nie pamiętasz. Twoje łóżko to twój cmentarz. Zejdź szybko z tej sceny, śmieciu.

Hej, a może gdybyś zapłacił więcej, to ktoś mógłby mieć interes w towarzyszeniu ci podczas agonii? Gdybyś się ubezpieczył, coś odłożył, mógł spieniężyć dom i przenieść się do czystych ścian i czystych fartuchów i dużej ilości puszek, w których jest specjalnie dobrany aromat. Zabija zapach śmierci. Te bardzo niezdrowe bąki i coś, co wydostaje się z ust, czym paruje skóra.

Gdybyś miał postawić na szali proces gnilny wyprzedający - twój osobisty - zgon i jeden z tych głupich wypadków obnażających delikatność życia, gdybyś mógł wybrać.

"Nie obchodzi nas twoje umieranie, ale przyjdź jutro na ósmą do pracy." - z radością wrzucisz na szalę ten odważnik.
sobota, 06 września 2008
Al-Frajda, grupa wzajemnego wsparcia pustynnych ascetów z niepohamowanym pociągiem do zachodnich rarytasów w rodzaju paróweczek „Bobaski”, zapowiada kolejne akcje rozrywkowe na obszarach, gdzie w detalu miesza się paróweczki drobiowe z absolutnie przepysznymi i dogłębnie grzesznymi paróweczkami wieprzowymi, co budzi w ascetach poważne napięcie, stąd łakną szczególnie w ich kontekście rozrywki większej niż zazwyczaj, by zaznać całkowitego odprężenia na łonie Wolnego Rynku. Zapowiedź szeregu imprez opublikowali w Internecie wraz z filmem na cześć jednego z ascetów, który się ostro rozerwał pod ambasadą Nibylandii tam gdzie osły rżą zadem - poinformowała agencja APAP z Ketonalu.

W evencie pod ambasadą sześć osób straciło głowy na punkcie rozrywkowej oferty Al-Frajdy, w tym jeden z krewnych Białego Królika. Al-Frajda przyznała się do użycia najbardziej rozrywkowych fragmentów swej Świętej Księgi Śmiechu Do Rozpuku, twierdząc, że był to obiecany przez Hosannę beer Lachona specjalny wyraz wdzięczności za śmiechowe obrazki z macho Metem.

W nowym, 55 minutowym nagraniu, opublikowanym w nocy z czwartku na piątek, jeden ze starszyzny Al-Frajdy w Amfanistanie Mu-Staff Abu al-Jizz grzmiał, że "po raz kolejny ci, których najszerszym horyzontem błogosławionego piasku była ledwie piaskownica, prześcignęli nas w poczuciu humoru, które tak miłe było najbliższemu sercom naszym macho Metowi". "Czujemy się w obowiązku oddać im hołd najznakomitszą znaną nam rozrywką" - zapowiedział.

Abu al-Jizz obiecał, że ekspresyjny show pod ambasadą był tylko przystawką. Wezwał młodych ascetów Al-Frajdy skupionych stale wokół marketów z paróweczkami, żeby rozerwali nawet najsmutniejszą i najbardziej niedopchniętą z lasek, zadając tym samym ostateczny cios „wrogom paróweczek i dobrej zabawy”.

"Moje przesłanie kieruję przede wszystkim do abstynentów, wegetarian i przeciwników masowej hodowli bydła: zapowiadam wam (wątrobo wybacz!), że nasza rozrywka perlić się będzie w słońcu licznymi kropelkami zwierzęcego tłuszczu. A my się obliżemy." - piszczał.

Nagranie oprócz oświadczenia Abu al-Jizza zawierało jęki rozkoszy ascety, który dostąpił holistycznej rozrywki pod ambasadą, oraz impresjonistyczną  rekonstrukcję jego twarzy sprzed tego wydarzenia, dla kontrastu.

Kot z Nibylandii uważa, że jest to autentyczne nagranie Al-Frajdy, a nie jakiś fake, i że przedstawiony na nim asceta to najprawdopodobniej ten sam, który naszpikował się wcześniej takim towarem, że łeb urywa.

W ostatnim miesiącu Kot zapowiadał, że się szykuje niezły mashup, i że rozbudzone oczekiwania w pewnym momencie mogą wręcz eksplodować szeregiem wystrzałowych domówek i spędów. Opublikowanie w 2006 roku 12 śmiechowych obrazków macho Meta, mocno reklamowanych w Relikcie przez abu Jizza i przyjaciół, oraz wzajemne przenikanie Nibylandii z iRakiem i Amfanistanem zagotowało sferą libidalną ascetów z Al-Frajdy.


Archiwalny wywiad z Jizzem po erupcji jego hitu „Jizz On Your Knees”
czwartek, 31 lipca 2008
Jak o. Smardz chce skolektywizować kolonie dżdżownic pod trotuarami i bitymi traktami Runogrodu? - Jeżeli milion ludzi skubnie się na dziesięć rubli, to uzyskalibyśmy 10 soczystych melonów. Nam na początek potrzeba 27 melonów, więc rachunek jest prosty. Ustalam pogłowne wysokości 27 czerwońców, albo będzie źle – przestrzegał oficer.

We wczorajszym "Naszym Sienniku" o. Smardz wezwał celników do ściągania datków na inwentaryzację dżdżownic. To ma być ciąg dalszy akcji mającej na celu uzyskanie siłami natury ogromnych połaci czarnoziemu i zasypania wrogich rynków kulkami rzepaku.

W wywiadzie dla Lolskiego Radia oficer Smardz poświęcił kilka słów swojemu wrogowi - Nie jest prawdą, że tylko ja dostrzegam aniele oczy Rolady Kluska, bo bardzo wielu towarzyszy to dostrzega. Mnóstwo takich towarzyszy znam, gdyby wytoczyć mu proces mogę mnóstwo świadków dostarczyć - zapewniał oficer Smardz. Na pytanie tłumacza z Syjamu "Czego symbolem są 'aniele oczy'? oficer Smardz odpowiedział, że chodzi o 'pewien typ reakcyjności'. Ideologiczny stróż Lolski przyznał, że oczy Rolady Kluska, w chwilach, gdy go natchnie, "robią - nie tylko na nim - straszne wrażenie obryzgania zabobonem".

- Kluska na spółkę z kryptodruidami próbuje ukrywać dżdżownice przed nami, ale ta próba się nie powiedzie. Mamy tylko jedno wyjście. Zrobić to, co zaplanowaliśmy - mówił w lipcu o. Smardz do 120 tys. komsomolców w Częstogęsto. - Mam nadzieję, że poprze nas lud miast i wsi, popieracie?

- Popieramy! - usłyszał wtedy krzyk z tysięcy gardeł.

Do przekazywania opłat z myta na uposażenie i diety specjalistycznych łowców dżdżownic nawołuje "Nasz Siennik". Sztandar ze złotem wyszywaną dżdżownicą łopocze nad gmachem centralnego komitetu oficera Smardza. Wczoraj w wywiadzie dla "NSie" o. Smardz opisał swój plan pięcioletni. - Jeżeli tułacze obcy infiltrujący nasze ziemie - tylko milion zawszonych gadów, ponieważ wszystkich ich jest kilka milionów – zostaliby skubnięci na przybliżający lepsze jutro cel po dziesięć czerwońców, to już bylibyśmy w domu i witali się z gąską. – parskał entuzjazmem. - Nam natomiast na początek potrzeba sto wagonów dżdżownic, które poddamy reedukacji w specjalnych ośrodkach. Dziś less, jutro czarnoziem!

O. Smardz oskarżył Kluska o sprowadzenie wron wydziobujących dżdżownice i chęć wyjałowienia rodzimej gleby, by lud Lolski był zmuszony wpieprzać wzdęte konserwy. - Może właśnie chodzi o to, by dobrze było innym, ale nie mi - Lolsce – stwierdził. Oficer między innymi zamierza nadmiar dżdżownic wykorzystać w prowadzonej sieci budek z zapiekankami – Lepszy Rydz Niż Nic – i uruchomić wyszynki pod marką Zalej Robaka. Chce też leczyć dżdżownicami świąd, reakcjonizm oraz odchylenia ontologiczne.


Śmardz nakreśla wizję
piątek, 20 czerwca 2008
- 89 proc. elit w gastronomii, ogrodnictwie i na estradzie to kamieniarze, ich synowie, zięciowie, pociotki, chomiki, psy i koty. Mamy tylko 11 proc. tzw. lekkich elit górnej destylacji. To efekt piły tarczowej - mówił wczoraj Jerzy „Leczo” Nowak podczas spotkania z kółkami modelarzy.

Występ słynącej z brawurowych dissów gwiazdy Radia Chryja odbył się w hali ciśnień Miejskich Zakładów Rozlewu.

Nowaka zaprosiło czterech modelarzy robiących w tekturze. - Przyszła do mnie grupa obywateli w tekturowych garniturach i poprosiła o leczo - mówi starszy hydraulik Woder Fisher. – Akurat rozkoszowałem się seansem miłości w Radiu Chryja, więc pomyślałem o Jerzym. Dopiero po chwili dotarła do mnie rzeczywista intencja przybyłych, ale wtedy panowie byli już pod jego urokiem.

- Zaprosiłbym każdego, bo na hali ciśnień doskwiera mi nuda i samotność - deklaruje Fisher. Po chwili namysłu wycofuje się: - Weszki Killera bym jednak nie zaprosił, bo mnie fizycznie odstręcza. A pan Jerzy nie ma kłopotów z cerą. I co z tego, że się ludzie dziwią...? Różne o sobie plotki słyszałem.

Jak informuje Fisher, Jerzy „Leczo” Nowak wystąpił za darmo. Konieczny był jednak świeży tatarak - 1,5 tys. sztuk – Sam z rodziną narwałem. Liczę na to, że trochę dla mnie zostanie - mówi Fisher.

W pierwszej części występu Nowak omówił menhiry w Patagonii i niesforne dzieci sąsiada.

- Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że Patagonia nie ma menhirów - zanucił. - Zaakceptowanie ich byłoby groźbą narzucenia supremacji nad narodami Ameryki Południowej, megalitycznej supremacji, a tym szczylom nogi z dupy powyrywam – skandował wchodząc na wyższe tony. - Apeluję do Pecha K. Czyńskiego, żeby nie stawiał menhirów w swoim ogródku – imponował tembrem głosu Nowak.

Kolejnym poruszonym przez felietonistę "Naszego Plemnika" tematem była premiera krążka "S/M a Miech Mięsa. Przyczółek biogranulacji" duetu Kur Tyka MOM Znika.

- Ten krążek to ostre guano, widać, czego się bano, yo. Wystarczy wentylator, i się zrobi zator, nie pomoże defibrylator, walnij z bani w saturator. Nuty wprost przerażające, mocno me neurony trące, i miażdżące dissy z analogowej misy – zachwalał.

Brak widoków na pomnik formacji Kur Tyka skomentował ostro. -Kamieniarskie elity na dachach miast siedzą, z gorgonami jedzą i nie wiedzą, co to szum tataraku, co to list bez laku. Pieszczą swym dłutem martwe przedmioty. Budują pomnik szarej hołoty, yo.

Niemniej ciężki problem to zdaniem Nowaka "kamienne kręgi". To ich oddziaływaniu przypisał pojawienie się w ostatnim czasie na licznych dróg rozstajach zjaw Popiela, Władysława Hermana i Barbarossy, które przejmują kontrolę nad ruchem transportowym.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22