zbieżność rozbieżna
RSS
poniedziałek, 08 maja 2006


Podmorska Pianka i Szklanka (na lądzie zwana Pawiem i Włością) wpompowała trzy meduzy do władz koncernu Felga. Rurę ssąco-tłoczącą podłączył osobiście topielec Wacek Morski, znany ze swej niezatapialności. W efekcie stachanowca, który w zębach giął felgi, zastąpiła blisko związana z Wackiem meduza o długich parzydełkach.

Majster Jaś Świński zmienił czwartek na piątek, wróbla na skobel, motykę na tykę, kurę na furę, a przy okazji radę nadzorczą Felgi, największego reduktora energii statycznej w księstwie. Ludzi SSL, w tym wysłużonego stachanowca, zastąpić miały golemy z PiW. Trzech ulepionych gorąco zachwalał minstrel Żarosława Kwaczyńskiego - Zausz Szatański. W kategorii „glina z polepy i stare kiepy” zwracał uwagę golem niepospolitej urody, choć już niemłody, który tylko felgi miał w głowie, dosłownie.

Niestety, biednego minstrela, gdy udał się solo podumać na molo, wciągnęły w sine przestwory dwa kostropate potwory. W tym czasie Wacek Morski spłukał golemy i na ich miejsce wtłoczył trzy meduzy, w tym jedną wyjątkowej obfitości, z którą łączy go wspólna muszla. Owa gargantuiczna meduza wabi się Eluzjan Parzydełko.

W muszli Wacka Morskiego nad Rowem Marianny Parzydełko ponoć odłożył sporo rezerwowej galarety. Zbiera ją od czasów, gdy razem z Morskim kroili drobnicowce. Wacek był wtedy wiceszefem bandy. Parzydełko zajmował się opóźnianiem ofiary.

W bandzie Eluzjan kariery nie zrobił, po kontroli z lądowego PiW’ka, głównego odbiorcy zdobytych łupów, zarzucono mu, że 85 proc. opóźnień wiązało się z rozległymi poparzeniami członków bandy. Został jednak - na krótko – materacem w legowisku Morskiego.

- Gdy majster Świński klepnął nadanie Felgi z meduzami, a bez golemów, wypłynął w toalecie Szatański, mocno opuchnięty, lecz wciąż zdolny animować swe ciało. Był wściekły - mówi nam lądowy prezbiter PiW’ka. – Chciał poszczuć Żarosława Kwaczyńskiego na Morskiego, że ten samowolnie przepompował do Felgi swe meduzy i wypłukał golemy, ale oprzytomniał chlaśnięty parzydełkiem Eluzjana i podkuliwszy ogon grzecznie aportował. Boi się mieć Wacka Morskiego za wroga, to wyjątkowo skuteczny topielec.

Zausz Szatański pudrował ślady po parzydełkach, gdy zapytaliśmy go o sprawę.

- Rzeczywiście, nie doceniałem z początku Eluzjana. - mówi. – Kto by pomyślał, że meduza może kręcić Felgą? Ale Wacek Morski to wizjoner, on ma plan, z pewnością dobry dla nas wszystkich. Może chce puścić Felgę w tereny podmorskie?


Wypłukując golemy?

- Daleko nie popłynęły, więc trudno mówić o wypłukaniu.

Wacek Morski już raz "topił" członków własnej bandy. W roku byka, w letnim sezonie - jako naganiacz ZaChNiewiemczego – był nadzorcą rury pod Hellem. Miał przepompować w bąblach powietrza dziewiętnastu lokalnych paserów, wytypowanych przez bandę na stałych odbiorców towaru. Wśród nich był skłócony z Wackiem niejaki Bonzo vel Mrówkojad, były majster od przenosin. Morski zamiast w bąblu powietrza umieścił go we wzdętej meduzie. Gdy przebiegły Bonzo wyjął w kieszeni miniaturowy aparat tlenowy, niezrażony Wacek pchnął go w poniemiejską bombonierę.


Zarząd ZaChNiewiemczego relegował Morskiego z bandy.

Pech Kwaczyński skomentował smutny los golemów: - Nie określałbym tego mianem "wypłukania". Przecież do dna jeszcze daleko.


Wacek Morski odmówił nam wczoraj rozmowy na temat meduz w Feldze.

Odlew głowy Wacka Morskiego w lateksie. Muzeum Szuj Swojskich.

niedziela, 07 maja 2006

Tylko w schedzie po Skrzetuskim jest ponad 2 tys. kilogramów srebrnych zastaw do wywiezienia - mówił o bronizacji Alfa Lesser podczas wizyty w Gorzkiej Żołądkowej. Tamtejsza Samotna Brona dysponuje wyłącznie sześcioma taczkami i jednym wozem drabiniastym.


Na sobotnich dniach skupienia Samotnej Brony w Gorzkiej Żołądkowej Val de Mar (vel "Osioł") kolejny raz został dysponentem elektronicznego pastucha. Nieprzypadkowo zabrakło koneserów salami. Podczas skupienia wstawił się sam Alfa Lesser. Tradycyjnie powitano go toastem: "Żebyś był takim, jakim chcemy cię mieć (...) Załatw nam grillowy deputat..." - Śpieszmy się brać srebra, tak szybko śniedzieją. Na początku wymieńmy je na nowe taczki, by inni nas nie ubiegli. W ilości siła. Tak jest na dzisiaj, na pewno poradzimy. Baleronik trzeba objeść. Niewykluczony jest szaber zwłok po trzeciej z Wygą Morskich Głodzin oraz Pawiem i Włością. Widzę to możliwym, ale za wcześnie jeszcze dzielić łupy nad zalutowaną trumną. - tłumaczył Lesser zebranej na kongresie trzodzie. - Pracujemy nad zmianą prawa drogowego, do zakazu wyprzedzania jest blisko, więc może i taczkami poradzimy. Niech będą przyszykowane, żeby nie było potem takiej sytuacji jak w Prażynkach i Chlewkach, że kółka odpadają.

Lesser wyznał, że przed Samotną Broną jest wielka szansa na majątki "w terenie i w centrali" - To wy będziecie decydować komu dać taczkę, nie ja. Dlatego najsilniejsi z was muszą chwilowo się powstrzymać od rozrywek. Chcecie mieć ładnie pobielone ściany domostw i szczuć rasowymi psami komornika? Wiem, że cel jest bliski. - zapewniał krztusząc się z emocji. - W naszej stajni musi być atmosfera rodzinna, pokażmy innym, co to znaczy naturalna miłość.

Samotnej Bronie w Gorzkiej Żoładkowej Lesser zwyczajowo wystawił do podpisania weksel. Rugał i napominał - Powiem jak swój swemu, wy i tak nie wiecie, co zrobić z nożykami do sera, więc wszystkie są moje i nie pozwolę na jakieś profanacje w tym względzie. Każdy zdrajca zostanie osądzony. Kocham was i żądam wzajemości. Mam nowe buty, z którymi każdemu pozwolę się zapoznać bliżej, bez obaw. I co tam jeszcze... Ach, najważniejsze, Val de Mar, beze mnie skończyłbyś w hipermarkecie na półce z przeceną. Pamiętaj.


Alfa Lesser z ojcowską troską gromi i naucza.
sobota, 06 maja 2006

Rząd Kasymira Śmieja ma tfuch nowych wicepomagierów: Alfa Lessera i Omegę Giewpycha. Papulistyczna Samotna Brona i eurosiepaczna Wyga Morskich Głodzin dały Pawiu i Włości bezpieczną większość 245 głosów w Chlewie.


Lesser i Giewpych wykupili bilet "last minute" do Chlewu. Kilkudniowe wyczekiwanie pod kioskiem w centrum Małkini zakończyło się sukcesem. Ściśle jawne malwersacje PiW (nie mylić z Polem i Wygonem) z WMG wykończyły Chlew na parę godzin przed zaplanowaną uroczystością wręczenia łapki z Pajacem Rezydenckim.

Nierządny anons Lessera znany był od tygodnia. Giewpych to radosna niespodzianka. Znając wagę swoich 27 włosów na łonie Chlewu, Giewpych ostro się lansował: pożądał dla siebie stanowiska wicepomagiera i Majstra Dezaprobaty. Wypiął swego no tego, a Żarosław Kwaczyński bardzo się opierał, aż padła ścianka boksu bryzgając nawozem na zgromadzonych. Żarosław uchował jedynie - przez rozłupanie koryta - kontrolę nad szkodnictwem wyższym i wałówką.

Przed północą piątka nowych majstrów wstawiła się z Pajacem Rezydenckim, by się przysposobić do polki, z którą stale mylą kroki. Lesserowi towarzyszyli: Aka Kałowata (Majster Racy w Poszanowaniu) i Tonio Paszczak (Wyrobnictwo, jeszcze w czwartek szykowany na Majstra Koparki Umoczonej). Z Giewpychem był 17-letni Kafar Wielecki (rzutem na tasiemca wyrobaczony operatorem Koparki Umoczonej).

Po kolei przywdziewali uroczyste gęby. Roztrzęsionemu potylicznym detoksem Lesserowi łamał się kłos w bucie, Giewpych wyglądał na nasterydowanego, ale zapodał z opanowaniem automatycznej sekretarki: - Uroczyście namaszczam się na Majstra Dezaprobaty i wychowam w żałosności pokolenia ciemnego ludu i inne zjawiska żywe, dopóki nie wyskoczą oknem.

Wszyscy skończyli symultanicznie: "Tak mi dopilnuj fug", po czym złożyli tradycyjny odcisk racicy w polepie i przyklepali kaflem.

Jednej atrakcji zabrakło - Kasymir Śmiej, znany z niechamowatego rechotu, wyjął relegację z kwefu Steranego Polerką, a Polerka się niecnie wyteleportował. Zapełnienia własną głową porzuconego kwefu odmówił m.in. majster chałtury Kasibor Odjazdowski, więc nastawiono wabik na Papę Zalewajskiego. Ponoć leci na ser.

Sojusz PiW z Wygami cieszy podwójnie. Napór Giewpycha na ściankę boksu Żaromira przeszedł oczekiwania. Deski pozbierał i rozparcelowal Kwaczyński. Obaj stanowią znakomitą partię dla loch oddzielanych mechanicznie w stanie O'Regon. Co się zmieniło?

Giewpych powoływał się wczoraj na opinie spod kiosku. Na przykład ciemny lud nie rozumiał, dlaczego mister Omega obrusza się PiWnym Świądem. - I to w towarzystwie SSL, PING, HTML - dopowiada jeden z bógmacherów PiW. W przypadku jego partii zdecydował żywioł.

- W żarokracji reguły są pokryte filtrem 23 - nierząd musi mieć w Chlewie miękkość. I nie ma co tu stawać na twardych stanowiskach - tłumaczy jeden z flufferów PiW.

A Pech Kwaczyński w wystąpieniu po przywdzianiu w pośpiechu cerowanych gąb przez Lessera i Giewpycha dwukrotnie podkreślił winę PING'a: - Ja się kurna na tym nie znam, i jak mi PING nie odpowiada, to jego wina, bardzo wielka wina, bo przecież on wie, czym jest, i sam nie chce współpracować! Chromolę! Przylutuję w układ scalony, jak matkę kocham. PING nie kaman? To my go log out i format all.

Ogłosił: - Skończyło się tasowanie, pokerka czas zacząć. Mam w ręku taki pakiet, że proszę nie sprawdzać, tylko wyskakiwać z tego co kto tam ma, bruhaha [bliźkropek, duże D].

Wymienił postawy przywołane w biuletynie Cenowego Wora Antyreakcyjnego, rozbrajające nawet we WSI, wspomniał o komisji hałdy i żałości. Ma zamiar ostro nawozić.

- W naszej powziętej pod murem strategii streszcza się bieda orzeźwiająco naturalnych klonów Kwaczyńskich. By ją popularyzować wydziergali kałolicję, która przez lata nikomu nie przeszła przez usta. - mówią PiW-owcy.

Pytani, jak walczyć z parazytami wraz z Lesserem, który jest nosicielem wyjątkowo pasożytniczej fauny, wydymają usta dając do zrozumienia, że nawet, jeśli coś się cofnie, to lepiej to przełknąć z powrotem uśmiechając się na wzór Kasymira Śmieja. Nie kryją też własnej indolencji licząc na ewolucję, jakiej nie znała dotąd natura - za jedną zmianą gęby gatunkowa rekolekcja WMG i Samotnej Brony. Czy Brona nie poczuje się druzgocąco samotna, gdy jej dotychczasowy majster odda się pasji dotąd kompletnie mu nieznanej, czyli majstrowaniu przy śrucie importowanym,  mierzonym na ciężkie tony?

Żarosław Kwaczyński zapowiada tymczasem "totalne rozwolnienie". Ma nas wielką falą zalać to, co dotąd kłębiło się w trzewiach Lessera, Giewpycha i Kwaczyńskiego. Jego współpracownik wyjaśnia: - Musimy ludziom udowodnić, że całe to posiedzenie miało sens, a efekt z pewnością odbije się gromki echem. Mamy w planach coś zapierającego dech w piersiach.

piątek, 05 maja 2006

Po konsultacjach z zaprzyjaźnionymi specjalistami od czarnego pijaru o. Ryzyk wystąpił z dramatycznym apelem do słuchaczy Radia Małkinia: Nie dopuśćcie do ziszczenia się naszych racji! Radio Małkinia jest programowo negatywne, i gdyby mu przyszło negować urzeczywistnioną negację doszłoby do katastrofalnej w skutkach implozji mentalnej.


Apel o. Ryzyka pojawił się na antenie rozgłośni w nocy z poniedziałku na wtorek, przed zakończeniem obiadań Rady Płynnej Epidiaskopu Rusi Kijowej i biseksualistów dies irae na Łysej Górze, podczas których miały zapaść tuziny biesiadników. Później powtarzano go wielokrotnie, również od tyłu i w aranżach weselnych.

- Nieprawdopodobna fala akceptacji, wprost tsunami, inspirowana z Księżyca rozlewa się także poprzez dotąd nam wrogie media, gaz i wodę Afryki, a nawet Panamy! - zawodził o. Ryzyk. - Nie tylko oddają nam cześć i ostatnie oszczędności, zarzucają nam także wieńce kwiatów na szyję, naszym prelegentom, gościom, jak chociażby ostatnio zespół reakcyjny "Głosu Samotnej Brony". Gratulują nam bezczelnie antysemiotyzmu, podrzucają nam darmowe bilety do teatru i talony na pizzę, a nawet wstępuje do nas na browka Jeż Jerzy. Jest to nieodpowiedzialne kształtowanie fałszywego obrazu Radia Małkinia wśród naszych tradycyjnych oponentów, opodatkowanych i ze strefy cienia. Jest to specyficzny klincz mentalny, w który nas lekkomyślnie wpakowano tylko dlatego, że z naszymi racjami nie sposób już dłużej polemizować. Zmierza to zaś do tego, by nas wybrać na prezydentów wszystkich krajów świata lub co najmniej spowodować uczynienie podobnymi do obecnie sprawujących te funkcje na drodze licznych, bolesnych operacji plastycznych na zamówienie kolorowych magazynów wiadomego pochodzenia.

O. Ryzyk stwierdził, że "niewielka grupka pokutująca" w Radiu Małkinia, Telewizji Mniam i "Naszym Sienniku" nie poradzi sobie z tak gwałtownym napływem gratulacji i popchnięta do ostateczności stoi nad krawędzią przejęcia władzy totalnej.

- Dlatego prosimy wszystkich ludzi dobrej woli, zwracając się szczególnie do młodych - plujcie, atakujcie, wyśmiewajcie, ruszcie wasze leniwe kupry, nie dajcie nam zginąć! - wzywał. - Snujcie intrygi, szczujcie przeciw nam pisma, szczególnie te wiadomego pochodzenia. W ten sposób nie dopuścicie do przerzucenia klonu Radia Małkinia za linię frontu, nie dopuścicie do tego, by Radio Małkinia w tak tajemniczej dwoistości grożącej negacją negacji wywołało katastrofę i nie mający precedensu spadek dochodów nawet u nienarodzonych.

O. Ryzyk wskazał, że Radio Małkina ma być "głosem zajadłym". - Za tę zajadłość byliśmy dotąd wyśmiewani, poniżani, mieszani z pyłem strąconym z sandałów, nawet, ukradkiem, przez teoretycznie z nami sprzymierzonych w duchu zajadłości pełzającej biseksualistów dies irae.

Zdaniem dyrektora rozgłośni prym w tej akcji zbirowego entuzjazmu wiodą przechrzty z "Łajzety Pomrocznej", co nasuwa określone podejrzenia. O. Ryzyk zakończył swój apel w tembrze szczerej rozpaczy - Jak nie ubić, to ugłaskać? Głupcy! Zagładę ściągacie na głowy własne i naszych źródeł finansowania! Opamiętajcie się! Opamiętajcie! - po czym omdlał, jak donoszą roztrzęsieni nie na żarty świadkowie. Wezwany lekarz wziął rękę o. Ryzyka za puls pytając "Co ci jest koteczku? Spójrz na mnie. Byłem nędznym fagotem, prowokowałem dobrą młodzież do marnowania nabiału niemądrymi marszami, lecz dzięki tobie ozdrowiałem i teraz chodzę na polowania, bekam po jedzeniu i znam sto kawałów o teściowej." O. Ryzyk zerwał się jak oparzony krzycząc: "I ty, Brudoniu...!?", po czym rwąc resztki włosów spod pachy zniknął wśród rabatek.

Około godziny po zniknięciu, w nocy z poniedziałku na wtorek o. Ryzyk połączył się z komórki ze studiem za pomocą medium. - Dobrze, żeby ludzie gardłowali. - nawoływał. - Trzeba podjudzić decydentów, chyba wiecie, o czym mówię? Alleluja i negować! Niech przechrzty pokażą swe sisiaki, a baby zagonić do zmywania naczyń w źródłach geotermalnych.

We wtorek syreny dezinformacyjne Radia Małkinia poświęciły swą delikatność na ołtarzu potrzeby i każde zdanie kończyły słowami "i matkom waszym cyc do pięt zwisa". Dokładnie przedstawiono przebieg sześciomiesięcznych obiadań u kasztelana Gwoździa na Łysej Górze, nie szczędząc słuchaczom najbardziej drastycznych szczegółów i koloryzując tak przesadnie, jak nigdy dotąd. Z nadmiaru czarnej farby wszyscy uczestnicy obiadań wyszli na kompletne brykiety. Jedynie TV Mniam pozostała przy obrazowych ogólnikach z podpisem "wrogie media składają judaszowy pocałunek na wycieraczce Radia Małkinia" - w niewielkiej dziupli pokazywano grupę dziennikarzy konkurencyjnych stacji w ekstazie biczujących się "Naszym Siennikiem". Po północy prosty człowiek z papką w ustach wyrwał się na antenie z wiele mówiącym zdaniem: "Podgrzewałem sobie bigos i z wrażenia przypaliłem, wy [pip, pip, pip]". Czyżby sytuacja została opanowana i nie grozi nam już negacja negacji?

I TY możesz powstrzymać się od pochwał, choć wiemy, jak wielką masz na to ochotę.


Od lewej: o. Ryzyk i tajemniczy specjalista od czarnego pijaru.
czwartek, 04 maja 2006

PRZEGLĄD PRASY DO WYCISKANIA OLEJU. "Megapolej", właściciel jedynej na świecie prasy do wyciskania oleju z mózgu, podaje, że dokonał jej przeglądu przed uzyskaniem pełnej mocy w stacji odbiorczej telewizji Mniam i przegląd wypadł niepomyślnie, czyli znakomicie. Dzięki temu już dzisiaj TV Mniam uruchomi pasma telekupowe. Koncesjonowani olejobiorcy chcą sprawdzić, jak wrzutowa jest stacja o. Tezeusza Ryzyka, i... ostro tłoczyć.

Umowę z TV Mniam podpisał w zeszłym tygodniu szef firmy Telekupy MamTo
® Mamciej Zbukowski. Zgodnie z nią, cztery razy na dobomózg przez kwadrans pojawi się wrzutnia telekupowa. Będzie wyjątkowa, bo ekstrementy przez nią podawane nie znajdą się w żadnej innej stacji. Dzięki temu, jeśli ktoś dojrzeje do tłoczenia pod wpływem danego ekstrementu, będzie wiadomo, że został wyhodowany w TV Mniam.

"Chcemy w ten sposób sprawdzić, jaki potencjał olejowy ma stacja" - mówi Zbukowski. Chce go sprawdzić także sama telewizja, która już w marcu rozpoczęła próbne tłoczenie oleju. Umowa została podpisana do końca roku. Zbukowski nie chce zdradzić kubatury ekstrementów, których zamierza użyć we wrzutni telewizji o.Tezeusza Ryzyka, podał natomiast ich rodzaj: w paśmie telekupowym będą wrzucane dwie, wybrane przez
MamTo®, kategorie stolców: "wstręt gospodarstwa domowego" oraz "perwersje dla pań".

Zbukowski będzie osobiście podcierał szlak wrzutni, którym wkrótce mogą popłynąć także inne rodzaje ekstrementów.

Pasma telekupowe pojawiają się też w innych stacjach - zarówno z wrzutnią automatyczną, jak i wrzutnią ręcznie sterowaną. Wszystkie ssawki sieciowe mają opcję 24-godzinnego, wysokoprzepustowego kanału Telekupy
MamTo®, w którym - oprócz klocków, kretów, kasztanów, bobków czy kremów z kolagenem można zachłysnąć się stolcem z wróżbą czy randkowym.



Program "Na przeczyszczenie" w TV Mniam z udziałem żywych manekinów.
środa, 03 maja 2006

Biseksualiści dies irae, jako płatnerze Kasztelu, z powodu braku stali harcowanej na odwiertnice podtrzonowe, ogłosili ustanie płac rekultywacyjnych w Radiu Małkinia. Podziękowali nieletnim robotnikom z Prus i Działdowa za wielkie dzieło rekultywacyjne przeprowadzone dotąd w Radiu Małkinia i odprawili ich go granic księstwa pod eskortą ciężkozbrojnych, przeznaczając ich zaległe płace na Fundusz Nieznanego Przeznaczenia. Brak stali wyszedł na jaw po obiadach na Łysej Górze, którym przewodzili: Rada Płynna Epidiaskopu Rusi Kijowej i biseksualici dies irae.

W komunikacie biseksualiści podkreślają, że "nastąpił znaczący podstęp w ustalaniu właściwych relacji chorągwi do stali w kontraktach między Woronińską Głęboką Prowincją Retardystów oraz Nadpłomiennictwem Epidiaskopu Rusi Kijowej, czego wyrazem jest zatarcie śladów zmowy przygotowanej przez Orkiestrę Pazernej Kury Nioski przy Radiu Małkinia i przedstawicieli wujków, ciotek i dalszych krewnych retardystów". Kasztelan Gwóźdź w kontekście tych obnażeń zażądał wymazania z annałów wszelkich wzmianek o tym, jakoby Kura Nioska chowała się w roli córki za jego własną sukmaną.

Biseksualiści dies irae podkreślili, iż rozregulowane zmową zagadnienia, dotyczące rekultywacji Radia Małkinia, a także innych mediów kasztelańskich, będą świetnym tematem dla amatorskich orkiestr. Plotki głoszą, iż bliski jest koniec i w zasadzie nie ma się czym przejmować.

KS Hucisko , drużyna piłkarska Wyższego Seminarium Duchownego w Hucisku, będzie kolektywnie przewodniczyła Radzie Programowej Radia Małkinia. Egzorcyzmowała ją we wtorek obiadująca na Łysej Górze Rada Płynna Epidiaskopu Rusi Kijowej i biseksualiści dies irae. Rada Programowa ma mieć iniekcję w treści emitowane przez pory skórne wszelkich abnegatów.


Obiady - jak reflektowano w ich trakcie - były burzliwe i trwały od herbaty do późnego deseru. Po odbyciu posiedzenia wódz sławnych wojów herbu Epidiaskop, kasztelan Leppiej Gwóźdź, wynurzył się ze skrzętnie odnotowaną przez skrybów kwestią, iż biseksualiści ogryzioną szyją kaczki nakreślili na białej serwecie leguminą hymn Rady Programowej i popisali się z zakonem retardystów mową rzężącą, przyjmując ją tym samym za misję. Do rady wejdzie osiem członków naraz, o ile pozwoli: czterech huzarów retardyjskich i czterech piłkarzy KS Hucisko: ortopeda, mizogyn, brakarz oraz specjalista od podniet werbalnych.

Kasztelan Gwóźdź zanurzając się z powrotem między zastawy przywalił ostro dynią w kokosa, i z tego względu stał się niedesygnowany w oczach biseksualistów, wskazany za ławki KS Hucisko. Także mizogyn z Wyższego Seminarium Duchownego w Hucisku nie miał wyboru, i się zakochał. Również brakarz odczuł brak w sobie i z troską wypełnił go erudycją specjalisty, na oczach wszystkich. Skrybom zaschło z wrażenia czernidło na piórach.

O. Ryzyk pozostaje na rykowisku

Pytany przez błaznów o losy dyrektora Radia Małkinia o. Tezeusza Ryzyka, kasztelan Gwóźdź odparował tarczą z emblematem, na którym o. Ryzyk "pręży się na rykowisku". Kawa ewentualnie zmieniła się w pokost i wszyscy jak jeden mąż rzucili się do malowania podłóg, także niewiasty przytwierdzając sobie na tę okoliczność zgrabny strap-on. Na tej funkcji nie zależy biseksualistom, więc niewinnie ogryzali wystygłe już kaczki po kątach. To się spotkało z entuzjazmem, lecz nie wiadomo kogo, bo był ukryty pod maską samochodu. Strawa ta (wystygłe kaczki) "nie była przedmiotem dyskusji". O. Ryzyk zachował pełny potopol na rykowisku.

Zmowa z prawacką frakcją retardystów, salut dla rady programowej radia oraz pozostałe w swym oryginalnym kształcie leguminy - jak zaznaczył kasztelan Gwóźdź - to ekstrementy wewnętrzne sioła i nie będą wywlekane z powodu ekologów; ale przywołał jednego pracownika PKO, z pochodzenia ból tresera, który ponoć miał klacz do wszechrzeczy. Niestety, z niewyjaśnionych przyczyn klacz nie pasowała żadnej z obecnych dziurek. Wobec tego przyjęto, że Radio Małkinia "nie wiąże się z żadnym ugruntowaniem potylicznym". Kasztelan pytany o szczegóły dodał, że rada "jest fest" i ma mieć wpływ na to, kto będzie najbardziej zemdlony po nadawaniach z klaczy w radiu. Owe nadawania odbywać się będą naturalnie według prostopadłej kopyta klaczy do wszechrzeczy, o ile znajdzie się w końcu syntoniczna z nią dziurka. Bo jak nie, to siema i róbta w kotleta.

Kasztelan Gwóźdź ujawnił, że w szkole miał same pały. Biseksualiści przyjęli chłodno tę dewiacyjną ostentację. Przyszły psy i zżarły resztę leguminy. Wtedy z podłogi podniosły się zimne kaczki i spuściły zgromadzonym taki łomot, że całe zebrane towarzystwo przeszło na wegetarianizm, aż do środy. Kasztelan Gwóźdź zreferował zagranicznym gościom: "niezła szczuka z tych kaczek, ha, ha, ha". Po czym oblał je kwasem solnym i ostro przypieprzył za parawanem. Szczegóły nie są znane.

Radio Małkinia ma wypleniać w gównie dania pasterskie

Bisatanokazualiści - jak zajęczał po dziczyźnie kasztelan Gwóźdź - pyskowali tak, że po wołach przyszedł czas na byki i jaja z tego będą na ostro. Z predylekcji małkińskiej rozgłośni w Rodzinach Radia Małkinia zawrzało, i krew się ścięła jak w kaszance, także w ich biurach. W ramach - jak to ujęto - "wolnego rynku i najbliższych ulic" będą te Rodziny mogły się rozłożyć. Dostaną również asystenta trenera przy każdej anestezji, zaś doroczne pielenie ma zapobiec na przyszłość złemu trawieniu. Koniec z gównolotną dietą z bieszczadzkich połonin - dodał anonim - czas na tartę i burrito, finito.

"Radio ma wypleniać w gównie dania pasterskie" - podkreślał w leguminie kaczą szyją kasztelan Gwóźdź, podwiązując nasieniowody profilaktycznie, w obliczu nadciągającej zmiany orientacji w ramach usportowienia Rady Programowej przez KS Hucisko. Sportowcy biorą wszystko. Abstrahując od spraw nocy Walpurgii bąknął na temat "Zmów Niedokończonych", ale sens tego umknął zgromadzonym. W pościg za sensem rzucił się jeden z prawackich retardystów tak rzutko i żwawo, że mu dyktafon wypadł z rękawa. I wtedy zaczęła się zabawa, wzajemne obalanie, dosiadanie, jeżdżenie jeden przez drugiego, aż przyszedł dziad. I dziad na kasztelanie siadł, zadem do twarzy. Gdy ten usta otworzył, by krzyknąć (jak relacjonował z potem) "spieprzaj dziadu!", ten prosto w jego rozdarte gardło wypróżnił się żalem.

I już nic nigdy nie będzie takie samo.

Spóźnieni trzej tenorowie pytali kasztelana Gwoździa, czy wywrotowe malkontenctwo biseksualistów zamyka papę Kuracjusza, który wniósł pozew przeciw Radiu Małkinia. Ten jednak w milczeniu skasował dary i udał się na wczasy.

Od tego dnia nie jest sobą.

Rzecznik KS Hucisko: to olbrzymie i trudne zadanie

"Jestem mężczyzną, metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, wrażliwym, bez nałogów, i od lat poszukuję kogoś, kto by mnie zrozumiał. Niestety, wrzask oklasków skutecznie zagłusza ciche łkanie mego wnętrza. Liczę, w związku z Radą, na odrobinę wyciszenia. Mam nadzieję, że wśród słuchaczy znajdzie się choć jedna osoba zbyt słaba, by klaskać, i dość silna, by wytrwać przy odbiorniku." Gdyby nie porzucony dyktafon, nigdy byśmy tego nie usłyszeli. Świat byłby inny. Wszyscy się w tej kwestii zgodzili i uhonorowali rzecznika KS Hucisko gromkim "hip hip hurra!". Trzy razy uderzył głową o sufit.

"Kura nioska będzie przeciwnikiem upotyliczniania Radia Małkinia"

"Wybrany we wtorek do Rady Programowej Radia Małkinia kolektyw KS Hucisko jest jedną osobą, i to mi się w głowie nie mieści." oświadczyła się na boku córka kasztelana, i wszczął się rwetes straszny, bo kasztelan był nagi, jak się okazało, lecz by odwrócić od siebie uwagę swą córkę wydziedziczył i oddalił. "To tylko zwykła kura, nie znam jej wcale." zaanonsował "Niech się zajmie, zgodnie z naturą, znoszeniem jaj." A że akurat skończyło się trzebienie byków, wniesiono śliczne jaja wielkanocne. I tak szósty miesiąc z rzędu trwało obiadanie mniej wymownych natrętów. Obiady udały się przednio.

W rozmowie z papką w ustach pewien prostak podkreślił, że KS Hucisko od lat uczy go kultury i jest mu organem niezbędnym. "Na tej podstawie uważam, że takie same wymagania mogę mieć teraz wobec rozgłośni" - powiedział.

Kurze wytknięto kurzy móżdżek na patyku. Jednoosobowy kolektyw KS Hucisko da radę wszystkiemu, jak zadeklarował dobrze poinstruowany retardysta.

Po zepchnięciu resztek obiadu do fosy Rada Płynna Epidiaskopu Rusi Kijowej oddała się uroczystym kontemplacjom panienek z kulkowej wioski, stosując nowoczesny lambda epidiaskop umocowany w oczodołach wałachów sterczących u wrót łysogórskiego kasztelu. Pod wieczór wspólnie zaprawią się miętą.
1 ... 21 , 22