zbieżność rozbieżna
RSS
wtorek, 16 maja 2006

Nominowanie Giewpycha majstrem dezaprobaty wywołało gwałtowne protesty w całym księstwie. Zaintrygowany tym zjawiskiem poplecznik Giewpycha, agent z Krainy Dreszczowców, imć Wieszczujski, obserwował z bliska liczne demonstracje wymierzone w cześć Omegi i odkrył, kto za tym wszystkim stoi. Producenci depilatorów! Trzeba sprawdzić ich przestępcze powiązania - napisał Wieszczujski do inspektora Kobry.


"Organizacje zrzeszające sympatyków depilatorów w księstwie każdego niemal dnia dokonują bezpardonowych ataków na nierząd Kasimira Śmieja i jego majstrów. W szczególny sposób atakowany jest wicepomagier Omega Giewpych, majster dezaprobaty" - pisze Wieszczujski w liście z 12 maja podpisanym "starszy agent z Krainy Dreszczowców, na usługach Wygi Morskich Głodzin". Kopie pisma są dostępne w każdej komórce terenowej WMG.

Domaga się od inspektora zbadania: "czy i jak dalece sięgają powiązania owych sympatyków z żyletkowcami i zorganizowanym światem mafii golibrodów; jakie są legalne i nielegalne źródła dochodów owych sympatyków; jak głębokiej penetracji dokonali wśród młodych kobiet". "Wyjaśnienie wyżej wymienionych wątpliwości pozwoli odpowiedzieć na pytanie: jakie są rzeczywiste motywy podstępnych ataków na nierząd księstwa oraz majstra dezaprobaty". Wieszczujski z wirtuozerią łączy oczywiste fakty - Omega znany jest ze swej dezaprobaty do aktu depilacji, który jest mu zdecydowanie wstrętnym, i to właśnie zbliżyło go z Żarosławem Kwaczyńskim, który wynagrodził mu pełną poświęcenia walkę na froncie naturalnego owłosienia stanowiskiem majstra dezaprobaty. Niepodobieństwem jest, by te wszystkie szkalujące mojego pana Omegę wiece organizowali sami moraliści, jak to się z pozoru wydaje. W naszym księstwie nie ma tylu moralistów, oddziały paramilitarne Odzieży Włoswojskiej gonią ich od lat bez litości. Ponadto taka Odzież Włoswojska, by zorganizować wiec podobnego kalibru, musi dowieźć swoje członki z wielu kątów drabiniastymi wozami, zaś w miejscu zbiegowisk wymierzonych w Omegę tychże wozów nie widziałem. Takich nieczystych cudów mogli dokonać wyłącznie owładnięci przez producentów depilatorów.

Wieszczujskiemu chodzi o manifestacje, które w weekend odbyły się w kilku grodach, i apel o odwołanie Giewpycha z funkcji majstra dezaprobaty podpisany przez 60 tys. piśmiennych (wśród sygnatariuszy są prof. Jan Marion, reżyser Anna Pajda, kompozytor Dębomir Krzesło, ostatni mohikanin Edek Morelman, poetka Harpia Julwig). Wieszczujski już wcześniej sugerował, że każdy reżyser ma niezdrowe skłonności.

Skąd wiadomo, że to sympatycy depilatorów organizują demonstracje? - Podglądałem ich w toalecie, są kompletnie wygoleni - oświadcza Wieszczujski. - Skrzykują się korzystając z gołębi pocztowych. Podpisują pod wszelkimi możliwymi apelami przeciwko Omedze Giewpychowi, strzygą znacząco uszami. We Wszawie nieśli oskubane kukły Kwaczyńskich, pod apelem podpisał się Żwirek i Muchomorek, to oni są sprężyną nakręcającą nagonkę.

Dlaczego to oni? - Depilacjofile wiedzą, że Giewpych oznacza nowe spojrzenie na ulice, na których jest tolerancja, ale każdego sympatyka depilacji będziemy, zgodnie z mym pragnieniem, lać pałą, przy wsparciu krzepkich, naturalnie włochatych sportowców, którzy wiernie zasalają ziemię naszego księstwa. Te włosofagi czują już przez swą obelżywie nagą skórę, że skończy się wychodzenie na ulice z depilatorem w kieszeni, my to wszystko skontrolujemy. Tak jak było w przypadku spaceru Żwirka po ulicy Modrej, ja to mam na video, na przedzie jego marynarki wyraźnie odbija się kształt depilatora ukrytego we wewnętrznej kieszeni - kontynuuje tyradę imć Wieszczujski.

W liście do inspektora Kobry Wieszczujski pisze też: "Powszechnie wiadome jest, że sympatycy depilatorów programowo zainteresowani są upowszechnianiem postaw depilacyjnych wśród młodzieży, oraz - co gorsza - powiązani są ze światem quasi-przestępczym o charakterze m.in. żyletkowym".

Skąd to wiadomo? - pytają dociekliwi.

- Każdy wytwórca peruk poświadczy, że sympatycy depilatorów to krąg niemal w 100 proc. pokrywający się z środowiskiem żyletkowym - wyciąga asa z rękawa Wieszczujski. - To fakt, którego nie trzeba potwierdzać, moje słowo w tej kwestii wystarczy. Co do mafii golibrodów, to nie wiem, ale trzeba pamiętać, że sympatycy depilatorów są bardzo przebiegli, rodzony mąż może nie mieć świadomości, że jego żona oddaje się depilacji. Wystarczy, aby dokonywał z nią zbliżeń nie wykraczających poza ramy przyzwoitości, a ona wykorzysta jego dobroduszność! Wszystkie kobiety są takie same. Przed sądem jednakże każda wskazana będzie musiała się obnażyć, to się godzi dla dobra sprawy i zachowania naturalności naszego ludu. Sam dokonam palpacyjnych badań. Czas, by poddani Pecha Kwaczyńskiego dowiedzieli się o katastrofalnych skutkach depilacji, o jej niebezpiecznym uroku, który grozi wszystkim, również dzieciom, wędkarzom i starcom.
 
Omega Giewpych poproszony o danie głosu tak się odniósł do inicjatywy swego poplecznika: "Wieszczujski leje miód na moje kosmate serce. Cieszę się, że skutecznie odwraca uwagę od mojej osoby i ostrych dezaprobat, których mam zamiar w najbliższym czasie dokonać przez kompletne zaskoczenie, kierując uwagę ciemnego ludu na tych depilujących się wstręciuchów. Chętnie go poczochram."

Wieszczujskiemu od czasu wysłania rzeczonego pisma do inspektora Kobry błogi uśmiech nie schodzi z twarzy. Niewątpliwym plusem całej historii jest to, że mamy w księstwie jednego szczęśliwego agenta Krainy Deszczowców więcej. Można śmiało uznać to za budujący przykład optymizmu, do którego w swym niedawnym orędziu Pech Kwaczyński zobligował swych poddanych.


Wieszczujski właśnie dostrzegł depilator
poniedziałek, 15 maja 2006

Podczas ostatniego orędzia księcia widzowie zauważyli, że świński ryj znajdujący się wśród potraw na stole łypie na nich złym okiem. ''Newsheep'' doniósł, że w innej, niewyemitowanej wersji orędzia, książę miał pod ręką dodającą mu godności ulubioną książkę kucharską, zaś do telewizji wysłano złą taśmę. Chodzi o orędzie, które prezydent Kwaczyński wygłosił w TV Ple, by wytłumaczyć się zamorskim kolonizatorom z zawiązania przez jego brata sojuszu z Samotną Broną i Wygą Morskich Głodzin. Winę za ten sukces zwalił na PING. Według najnowszego "Newsheepa" Haxela Szprycera w TV Ple wyemitowano przez pomyłkę nie tę wersję przemówienia księcia co trzeba. Tymczasem reżyser książęcego orędzia mówi "Łajzecie Pomrocznej", że nie przypomina sobie żadnej pomyłki.


Dziennikarka "Newsheepa" Heidi Plum donosi: "W ubiegłym tygodniu wyemitowano niewłaściwą wersję orędzia księcia Pecha Kwaczyńskiego. Książę w trakcie całego obiadu nagrał tyle wersji orędzia, że wreszcie się komuś pomyliło i wysłał do TV Ple niewłaściwą taśmę. W wystąpieniu, które nie zostało wyemitowane, Pech Kwaczyński wystąpił w pozie bardziej zrelaksowanej, mówił wyraźniej i nie posapywał".

- Ona kłamie jak pies płci żeńskiej o burej maści - zeznał "Łajzecie Pomrocznej" Jeż Jerzy, reżyser prezydenckiego orędzia. To właśnie Jerzy wyreżyserował telewizyjne gnioty (wciski wizyjne), które pomogły braciom Kwaczyńskim jesienią zeszłego roku przejąć stery Chlewu i księstwa.

Jerzy mówi, że nagrano tylko trzy wersje orędzia (bo raz księciu wymsknął się legendarny paw, od którego wzięła pół swej nazwy frakcja jego brata, za drugim razem nagle zgasło słońce), książę nie korzystał też z pomocy suflerki ukrytej pod stołem, bo ta była zajęta wyjmowaniem kolców, ale sam zapodawał co mu ślina na język naniosła, przełykając wcześniej starannie kolejne kęsy, natomiast świński ryj nie mógł na nikogo łypać, bo miał wyłupione oczy. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie jadłby czegoś, co na niego patrzy - dodał Jerzy.

Jeż Jerzy: ta Heidi to chyba jakaś młoda siksa, która tylko nóżkami przebiera, by ją szef za uchem podrapał za przyniesienie w zębach sensacyjnej plotki. Nie ma siły, by ktoś z naszej komandy kręcącej video gnioty dla miłościwie panującego puścił parę, bo wszystkich potem mocno zmogło, ja nawet jeszcze teraz nie wiem, jak się nazywam, a coś mi mówi, że należę do ostrych zawodników. Przepraszam... Jan Kowalski? Entombed? Entomologia Motylkowska? Eeee... proszę dać mi spokój.

Efektowny rzut słuchawką dobitnie oddał frustrację książęcego reżysera.

Wieszczujski z Wygi Morskich Głodzin tak skomentował całe wydarzenie: "Pedałów to ja bym lał własną pałą, i lałbym, i lałbym... niech się krztuszą w złotym deszczu, submisyjne zwierzaki! Ha! Że co? Nie na temat? Wszyscy reżyserzy to pedały..."

W karczmach od rana wrą dysputy - sportowcy niesyci rozrywki po zmasakrowaniu stołecznej starówki z okazji zwycięstwa "Polegli" narzekają przy piance na... nieprofesjonalną ekipę, która nagrywała książęce orędzie. W trosce o zdrowie Jeża Jerzego apelujemy, by pizzę i piwo zamawiał wyłącznie na telefon.

W ubiegłym tygodniu pokazano niewłaściwą wersję orędzia księcia Pecha Kwaczyńskiego. Książę nagrał kilka wersji wystąpienia i ktoś wysłał do telewizji niewłaściwą taśmę - informuje najnowszy "Newsheep" Haxela Szprycera.


W wystąpieniu, które miało zostać wyemitowane, książę nie mówił z pełnymi ustami, nie posapywał i był bardziej zrelaksowany, bo już po deserze. Orędzia nagrywano w trakcie obiadu. Zmieniała się także zastawa. Na wyemitowanym orędziu księciu towarzyszy waza na zupę i świński ryj, który mógł urazić niektórych spośród sojuszników jego brata, Żarosława Kwaczyńskiego. Natomiast w orędziu, które wyszło najlepiej, Pech Kwaczyński miał przy sobie ulubioną książkę kucharską, tę samą, z którą pozował do arrasów rozwieszanych przy grodzkich bramach podczas elekcji - pisze Heidi Plum w "Newsheepie".

"Będziemy tę sprawę wyjaśniać" - poinformował kronikarz księcia Maciej herbu Łopian dodając, że wino podawane do deseru rozjaśnia umysł, wypychając oleum ku górze.

W ogłoszonym w ubiegłą środę orędziu Pech Kwaczyński apelował do zamorskich kolonizatorów o dalsze postępy, obarczył PING odpowiedzialnością za swoje decyzje i zobligował poddanych do optymizmu.

To nie pierwsza wpadka księcia. Oprócz wysłania do telewizji orędzia, którego nie chciał transmitować, Pech Kwaczyński wsławił się już podpisywaniem dokumentów, których nie chciał podpisać.

W następnym numerze "Newsheep" obiecuje przyjrzeć się bliżej winom, które popełnia książę przy deserze.


Książę Pech Kwaczyński pozuje do zdjęcia z pełnionej funkcji.

Bohaterem ostatniej edycji "Sennika" Haxela Szprycera jest Żarosław Kwaczyński, szef rozdającej śrutę w Chlewie frakcji Paw i Włość, brat miłościwie nam panującego księcia Pecha Kwaczyńskiego.        


Sen z niedzieli na poniedziałek utwierdził mnie w przekonaniu, że warto było wpuścić do naszego boksu Samotną Bronę i Wygę Morskich Głodzin. Dawno tak smacznie nie spałem. Dzięki zawarciu z nimi sojuszu nie budzą mnie już nad ranem koguty, bo powołaliśmy Centralne Biuro Przeciwdziałania. Mam również nadzieję uniknąć lękowego podjadania nocą, dzięki podjętej wspólnymi siłami misji śledczej w sprawie silosów i nadzoru nad przepływem śruty - zwierza się na łamach "Sennika" szef PiW'ka Żarosław Kwaczyński.

W jego snach pojawiły się nowe akcenty. Po kilku miesiącach niepokojów o utratę koryta wreszcie poczuł, że może skutecznie kontrolować niemal wszystkie zakamarki pracującego na Chlew księstwa. Śniąc unosi się nad polami zakwitającymi gryką i świerzopem, rozdziela gromy niepokornym, zaś wiernych obdarza radosnymi promykami słońca. - Marzę teraz o odblokowaniu gospodarstw, by siały bez ograniczeń, by wzrastała tym samym należna nam część plonów. Dziś nie tylko wybudowanie nowej stodoły, ale nawet postawienie psiej budy wiąże się z potwornymi kłopotami w nadmiernie pazernych urzędach - i to się wkrótce zmieni. Dość podbierania tego, co się centrali należy! Tak samo zmienią się i uproszczą sprawy z wymianą śruty na różne frykasy - zapowiada szef PiW'ka.

Żarosław Kwaczyński ze swych snów wysnuwa optymistyczne proroctwo: sojusz z SB i WMG oznacza oczywiście ich awans i lepsze odżywianie ich członków, co budzi zawiść określonych kół odepchniętych od koryta, ale ten awans, służąc za przykład właściwego postępowania, zaowocuje wkrótce wielką, chlewną zgodą. - Oczywiście to źle, że np. na wicepomagierze z SB znać źle pachnące ślady warcholstwa, choć na szczęście, jak ustaliliśmy, oddawał mu się w dobrej wierze. Inne plamy, jakie nosi na sobie, to skutek wyłącznie zbytniej szczerości. Chodziło np. o stwierdzenia, że poprzedni książę, hrabia Kwasula, nie jest przesadnie pracowity - przypomina - Patrząc na obecnego księcia, mojego brata Pecha, widzimy, ile było w tym przesady, i Alfa Lesser też to widzi, i osobiście mi obiecał, że już nie chlapnie czegoś podobnego. Mam prostą zasadę: przy korycie nie ma miejsca dla tych, którzy zamiast żreć tylko kłapią szczękami, i nie zamierzam też psuć sobie apetytu ściganiem ujadających po kątach Chlewu. Może głód ich rozumu nauczy.

- Ja, i mój brat, w gruncie rzeczy jesteśmy śpiochami, a co wyśnimy, to robimy. Mamy od tego grono zaufanych specjalistów. - zakończył Żarosław Kwaczyński.
niedziela, 14 maja 2006

Wicepomagier Alfa Lesser kupując incognito papierowy oszołamiacz "Fucked" poskarżył się kioskarce, że czuje się kiwany przez swoich świeżo nabytych sojuszników w Chlewie. Moje osły takiego numera mi nie wyciąć - zwierzał się - a jeśli nawet, to na plasterki! W moich szeregach nie być podobny brak wierność, a tu sojusznicy, git niby, a nie znać dyscyplina absolutnie! Za nic mieć posłuszeństwo! Ja nie być tego przyzwyczajony...

Wieść o frustracji Alfy Lessera myknęła teleksem od kioskarki wprost pod strzechę Chlewu, gdzie grupa żerujących właśnie plotkarzy zażądała wyjaśnień. Lesser nie tracąc rezonu wyłożył kawę na ławę, poczęstował biszkoptem i oświadczył, że go pokręciło niedawne głosowanie nad zdjęciem czaru ochronnego z oponującej Marii Rokoko (PING). On chciał zdjąć, a część sojuszu stanęła okoniem.

"Sojusznicy mnie oszukać! Oni niewiarygodni. To mówić z odpowiedzialnością. Skandal nie okiełznać ta złośnica Maria Rokoko. Jak móc sojusznicy głosować przeciw. Ja nie rozumieć..." - oświadczył Lesser.

Lesser wyjaśnił, że jest zdruzgotany tym, że nikt z sojuszników mu nie zameldował, jak będzie głosował.

O ściągnięcie czaru z Rokoko wnioskował b. prezes ZURiT Gorgul Wieczorny, który zarzuca Marii umówienie w złej intencji. Za odczarowaniem opowiedziało się 208 członków Chlewu (większość bezwzględna wynosiła 231 głosów). "Głosowanie cichych sympatyków z PiW, WMG i SSL, którzy przeciwstawili się zdjęciu ze mnie czaru ochronnego, uważam za szalenie dżentelmeńskie. Ten Gorgul to cham i fantasta, nie życzę sobie być z nim bliżej w żaden sposób" - mówiła w piątek Rokoko.

"Czuć się niedzisiejszy, jakby mnie łomem zapodać..." - wyrzekał Lesser kręcąc znacząco tułowiem. Szef Samotnej Brony dodał, że jest podekscytowany zachowaniem Marii.

"Rokoko mieć pełna gęba nie takie ekscesy. Ona mówić, żeby zdjąć wszystkim ochrona. Ona mówić, żeby żebrać jej uśmiechy. Co ja to zmyślać? Nie mówić ona tego? Ona celować w takie rzeczy. (...) I co? Wczoraj jak pierwsza lepsza ukryć się za czar ochronny, gdy już ją mieć jak w ręce" - mówił Lesser pokrywając zasłuchane grono plotkarzy okruszkami biszkopta.

Wicepomagier powiedział też, że PING znowu robi sobie jaja, domagając się powołania chlewnej misji śledczej, która miałaby zbadać Samotną Bronę od podszewki. Dodał, że to PING ma nieświeżo pod podszewką.

PING chce powołania specjalnej chlewnej misji, która "ujawni źródła odoru i ustali środki zaradcze" w łonie Samotnej Brony - oświadczył w piątek szef PING'u Roland Hulk. "PING uważa, że okoliczności zasmrodzenia Samotnej Brony wskazują na udział ryjącego pod Chlewem bractwa S. Beck'ów, a nawet istot pozachlewnych, na lądowanie których publicznie wskazywał prezes PiW (Żarosław Kwaczyński), i to wszystko trzeba poddać starannej kwerendzie" - głosi stosowana odezwa.

"Polejowski - gdzieś zaryć. Miodosław - nieswój. PING tworzyć ryjce i obcy, tego nie musieć dowodzić" - perorował Lesser wymachując termosem.

Szef Samotnej Brony dodał, że pomysł Rolanda Hulka świadczy o tym, że "PING utknąć w głęboki dołek i robić pod siebie". "Dzisiaj oni nie wiedzieć, czego się czepić, by mieć nasz poziom". Tą zdumiewająco trafną frazą Lesser zakończył deser.



Alfa Lesser pokazuje lwi pazur. Miedzioryt, XIV wiek.
sobota, 13 maja 2006

Dezaprobata ma nowe oblicze - jest nim wyrazista twarz Omegi Giewpycha, który właśnie wykonał pierwszy krok na ścieżce negacji wyznaczonej mu przez duchowego patrona, o. Ryzyka.

Wicepomagier w nierządzie Kasimira Śmieja, majster dezaprobaty Omega Giewpych, zwrócił w piątek na wizytujących jego nową sadybę kunktatorów obiad z nerwów. Kunktatorzy usiłowali go osaczyć z powodu nieodrobionej pracy domowej na temat "Jak współżyć w pokoju". Nie byli zadowoleni z supozycji swego nowego podopiecznego, który najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, że bycie majstrem to służba, a więc podległość wszystkim specjalistom od dezaprobaty, w tym kunktatorom serwującym podstępne zadania. Majster zażądał odroczenia zadanej pracy z powodu rychłej wizyty wodza zaprzyjaźnionego Watystanu, lecz został delikatnie spostponowany.


- Nie ma przebacz - zeznał anonimowy kunktator wycierając się z niedawnej zawartości wnętrza Omegi Giewpycha - albo służący nam majster Giewpych dowiedzie, że przyswoił sobie temat współżycia w pokoju choćby na poziomie miernym, albo będziemy go nękać.

Podczas skromnego orędzia wicepomagier poskarżył się na kunktatorów, że wprowadzają zamęt w jego głowie. Tatuś mówił mi co innego - podsumował swe żale Giewpych i wyboldował, że w dobie powszechnego uwielbienia dla telewizji nie może sobie pozwolić na przegapienie atrakcji związanych z wizytą B-42, wodza Watystanu, i żąda, by choćby w tym czasie nie wołano go do odpowiedzi, bo i tak nie będzie miał nic sensownego do powiedzenia.

Maksimus B-42, powiernik nieskończoności, będzie przebywał w księstwie z turystyczną wizytą od 25 do 28 maja, co w trybie reality show na meta poziomie (wódz również będzie się oglądał, co pociągnęło określone zmiany na fali, o czym pisaliśmy jakiś czas temu) pokaże TV Ple. Ma zadokować we Wszawie, na Łysej Górze, pod Fawelskim Czarklanem, zjeść tradycyjne okruszki po kremówce swego poprzednika oraz zapoznać się z osiągnięciami stacji krzyżówek w Wawerni Zebulońskiej, gdzie hitem sezonu jest kaczka krzyżówka jednojajowa z połowiczną zdolnością rozrodu.

Tego nie można przegapić, taka okazja rzadko trafia się dwa razy - zapewnia Omega Giewpych, obiecując wsparcie każdemu, kto w czasie wizyty B-42 nie odrobi lekcji.



Omega Giewpych kontestator na wokalu w grupie "BeMW"
piątek, 12 maja 2006

Racicowy żurnalista Boromir Dzikopest prezesem TV Ple. Na tym stolcu osadziła go zdominowana przez PiW'ko starszyzna cechu zamawiaczy szklanej pogody. Świat się kręci - pokręci też widzów TV - oznajmił żurnalista.


To była błyskawiczna decyzja. Ta starszyzna cechu po raz pierwszy wychynęła z mgły w okolicach portu w Mdławej we wtorek i tradycyjnie zjadła na surowo poprzednią starszyznę, a już wczoraj pojęła, że jedną z najważniejszych decyzji jest usadzenie kogoś nowego na stolcu TV Ple. Poprzedni stolnik był już całkiem przesiąknięty.

Dzikopest, pytany o pierwsze wrażenia, jakie zrobił na nim stolec, powiedział, że nie jest jeszcze w stanie odpowiedzieć na to pytanie. - W tej chwili muszę się dokładnie przyjrzeć ruchom robaczkowym w telewizji, co należy zrobić, jak ten proces umocnić w sensie, żeby skrócić oczekiwanie na efekt - oświadczył nowy stolnik.

- To i owo będzie musiało się zmienić, bo świat się zmienia, i telewizja w żadnej mierze nie może odstawać, ja wprost do bólu nie znoszę fetyszyzującego reakcjonizmu, sen mi spędza z powiek. Jak w ciągu dnia nie wykręcę jakiegoś nowego numeru, takiego na czasie, takiego żeby głośno było, żeby wszystkim w pięty poszło, to chory normalnie jestem, i tak też z telewizją teraz będzie. Proszę się nie obawiać, będzie tylko lepiej, czas tu nieco przewietrzyć - dodał. Pytany o ewentualne czystki wśród niewolników zapowiedział, że do TV Ple zakupi najlepszych, a reszta pójdzie na konserwy. Będzie jakiś przemiał, inni będą gardłowali - normalne procesy - podkreślił.

Poprzedni stolnik Sam Borak zwierzył się plotkarzom, że jest trochę rozczarowany faktem, iż nie dano mu okazji do stoczenia walki o stolec, jak to drzewiej bywało - ot, nowa rada cechu zamawiaczy szklanej pogody przyłożyła nieociosany drąg odpowiedniej długości i go wysiudała korzystając z prawa dźwigni. To się nie godzi - Borak prychnął i czmychnął tam, gdzie gruszki na wierzbie kwitną, gdzie do ust jedzenie samo wpada, hen, za marchewkowe pola, czyli w rodzinne strony miłościwie nam panujących braci Kwaczyńskich.

Ojciec Omegi Giewpycha tak to skomentował: "Głupiec, spadnie za krawędź Ziemi."

Czy rzeczywiście?

O krawędzi Ziemi już wkrótce dyskusja we flagowej rozrywce TV Ple - "Rozmowy skończone!" Stana Poganialskiego - idola miłośników bezkompromisowej sensacji. W rozrywce tej brylował ostatnio sam Wacek Morski - zdjął spodnie i obnażył układ.

Istotnie - przyznał Dzikopest - czeka mnie fantastyczna robota.
czwartek, 11 maja 2006

Za TV Ple przytaczamy pełny tekst orędzia, które wygłosił na falach stacji w dniu wczorajszym miłościwie panujący nam książę Pech Kwaczyński, zaniepokojony wpływem działań podejmowanych przez swego brata Żarosława Kwaczyńskiego na postępy kolonizacyjne w naszym księstwie.


"Drodzy zamorscy kolonizatorzy, niesłusznie przejęci obrotem ciał nieziemskich w naszym księstwie, pragnę was zdecydowanie w godności swej funkcji poinstruować, iż sojusz mojego PiW'ka z Samotną Broną i Wygą Morskich Głodzin to szansa na reformę księstwa, by zachowało suwerenność, szczelność na określony kapitał oraz obce nam wartości, a zarazem przyjazne nastawienie do zamorskich kolonizatorów. Zapewne zachodzicie w głowę, jak to jest możliwe? Bez obaw! Za wszelkie niepowodzenia winę ponosi PING, to PING zawiązał sojusz PiW'ka z SB i WMG, i w razie komplikacji PING zostanie zdelegalizowany, osądzony, obcy element ulegnie deportacji, zaś zdrajcy trafią do więzień.

Mimo obaw, sytuacja w księstwie polepsza się przecież, czego dowodem jest właśnie zawarty sojusz sił, którym leży na wątrobie prawdziwe dobro księstwa, czego dowodem są moi nowi majstrowie: majster Giewpych, który poblokuje komputry, wicemajster Ożeszwmordę, który też swoje wie, majster od rybek, którego nazwiska nie pamiętam, ale to dobry chłopak jest, jako zapalony kibic zdaje sobie sprawę, że rybka lubi pływać, więc się nada, no i przebojowy majster z SB - Alfa Lesser. Oto sukcesy naszego księstwa.
 
Chciałem Państwa zapewnić, że jako książę, czyli naczelny strażnik blanków, wykuszy i rzygaczy naszych grodów, strażnik prawidłowego funkcjonowania wszystkich swoich organów, od których zależy nasz wspólny los, będę strzegł książęcej polityki zamorskiej, jako polityki prokolonialnej i prohandlowej. Będę strzegł odpowiedzialnej polityki gospodarskiej i odpowiedzialnej polityki eliminacji męt społecznych.

A'propos męt - PING nie chciał ani mi, ani mojemu bratu oddać tego, co nam się z bożej łaski należy, czyli kontroli nad sobą. Jak można tworzyć normalne księstwo bez całkowitej kontroli? To niepodobna! PING pchnął zatem w nasze ramiona innych pomagierów, których dotąd uważaliśmy za jełopów, ale po bliższym przyjrzeniu, gdy tak już w naszych ramionach spoczęli, poczuliśmy do nich miętę. Co tu będę nawijał, drodzy zamorscy kolonizatorzy, takie sytuacje zapewne i wam są nieobce, przecież wszyscy uprawiamy politykę nie od wczoraj. Grunt, że będą reformy, czyli zamkniemy granice, by zachować, co nasze, i będziemy bardziej otwarci oraz atrakcyjni. Ponadto oddamy władzę w ręce ludu, ograniczając jego wpływ na cokolwiek. I tak dalej. Będzie fajnie. Zapraszam.

Tak na koniec chciałbym się pochwalić, że już mamy na tapecie zegarek z kukułką po dziadku, symbol tradycji i właściwych wartości. Proszę nie wierzyć w to, że kukułka podrzuca innym jajo do wysiedzenia. My swoje jaja wysiedzimy sami. I będą to takie jaja, że proszę siadać. Na przykład... przystępujemy do likwidacji WSI! To udostępni całkiem nowe pola zamorskim kolonizatorom, szczególnie z Czerwonej Ospy. Poza tym otwieramy Centralne Biuro Przeciwdziałania i rozgrzebiemy kasę księstwa. To wszystko można dzisiaj zrobić i wierzę, że zostanie to zrobione. Będzie to taka otwarta brama do księstwa lepszego niż dziś, księstwa nieobciążonego samowolnym działaniem, które nas rozprasza, do księstwa lepiej kontrolowanego, z właściwymi wartościami i do księstwa, które nie bacząc na przeciwności trwa w swej tradycji i pozwoli dobrze wykorzystać procenty, które oferują nam zamorscy kolonizatorzy. Jestem optymistą i osobiście obliguję do optymizmu swych poddanych."

Po emisji orędzia odnotowano zwyżkę obrotów w branży reperacji odbiorników telewizyjnych.


Pech Kwaczyński i jego słynne rączki.
środa, 10 maja 2006

Zadłużeni po uszy osłowie Samotnej Brony zablokowali licytację swych obejść, strasząc komornika inspektorem Kobrą. Wspierała ich szefująca w Chlewie komisji głodnictwa PiW-owska szyszka.

Czeskie Wice k. Pomponów, 3 marca 2006. Komornik Gothard von Reisefieber wchodzi do gospodarstwa osła Samotnej Brony Józefa P. i zaczyna licytację jego cepów. Działa z wyroku sądu. Józef P. jest winny magnatowi nasiennictwa 160 złotych talarów. Nie płacił, cepy idą pod młotek.

Bohaterowie drugiego planu: chłopi w koszulach przepasanych sznurem i zgrzebnych portkach. Liczą na dobre ceny za nowiutkie, bukowe cepy, których okucia błyszczą w marcowym słoneczku. To właśnie jeden z chłopów, który chciał kupić cep, skreślił na brzozowej korze całe zajście i wraz z opowieścią przekazał władzom.

Nagle - co widać na trzecim z obrazków - akcja nabiera tempa. Podjeżdża karoca w kolorze buraczkowym zaprzężona w cztery woły. Drzwi karocy odskakują gwałtownie i ukazuje się para zadbanych kopyt. To Józef P., osieł Samotnej Brony, a po nim wysiada drugi osieł z SB: Tadeusz D. Zwaliści, posępni, około czterysta kilo każdy, podchodzą do komornika.

Dialogi są swojskie, słowa nieskomplikowane:

Józef P.: - Ja tu jestem dlatego tak późno, bo wysłał mnie Kobra, z tym pismem.

Tadeusz D.: - Powaga! Ihaaaa...!

Józef P.: - Tu nie ma żartów! - ogon wojowniczo trzaska o boki osła, czuć smrody.

W twarz komornika lecą kopie dwóch pism, które Józef P. wysłał do sądu gminnego w Czyrakach. W pierwszym żąda egzekucji komornika, uzasadniając, że komornik jest opętany. W drugim domaga się od sądu, aby sąd... sam się skrócił o głowę, bo może być w zmowie z komornikiem.

Na szóstym skrawku kory widać, jak poseł Józef P. wyjaśnia komornikowi, że poskarżył się też inspektorowi Kobrze. Powtarza - Całuj mnie w kopyto!

Komornik Gothard von Reisefieber (prawnik ok. czterdziestki, dosiada czystej krwi araba maści kasztanowej, czarny kontusz, biała rozpięta koszula) zeznał władzom: - Miałem wrażenie, że przeniosłem się w czasy rozbicia dzielnicowego, gdy lokalni watażkowie powoływali się na wszechwładne książątka. Ale musiałem ustąpić.

Takie są przepisy. Komornik musiał wstrzymać licytację, bo Józef P. zdążył przed jej rozpoczęciem złożyć pismo z żądaniem egzekucji imć Gotharda. I sąd do dzisiaj rozpatruje, czy żądanie da się jakoś sensownie uzasadnić.

Reisefieber: - Teraz pisma trafią do pompońskiego sądu. Decyzja może zapaść nawet za pół roku. Do tego czasu nie mogę niczego tknąć z obejścia osła Józefa P.

Ostatni z obrazków przedstawia scenę chłopskiego gniewu. Chłopi omal nie linczują triumfujących osłów.

- Za takie długi, jak twoje, ja bym już wisiał! - krzyczy jeden z chłopów. Istotnie, ostatniej zimy na włościach pompońskich zawisło wielu małorolnych.

I wtedy, według świadków, zza zagrody wytoczyła się szarżując gigantyczna szyszka, w której rozpoznano Wojciecha M., dawnego osła z Samotnej Brony, po operacji zmiany rasy szyszkę z PiW'ka odpowiedzialną w Chlewie za głodnictwo. Wsparła osłów Samotnej Brony w sporze z lokalnym chłopstwem, łakomie spoglądającym na osłowskie cepy.

Dlaczego, skoro w zeszłym roku Wojciech M. porzucił Samotną Bronę po ostrej dyfuzji z Alfą Lesserem?

- Toczę się tu i tam, i widzę, gdzie osłom dzieje się krzywda. Choć z wierzchu wyglądam jak szyszka, co też jest dla mnie powodem do dumy, to serce mam wciąż osła - tłumaczy Wojciech M. - I patrzę, gdzie chłopi czyhają na ośli majątek. Bo rzadko są to istoty równe osłom, które mają honor, a często zwykłe, chamskie pospólstwo. Czy można w te ich brudne łapska oddać śliczne, ośle cepunie? Niepodobność!

Pytamy też Wojciecha M., jak komentuje groźby Józefa P. i Tadeusza D. wobec komornika?

- To nie mogło być na serio, przecież nikt by nie uwierzył, że wysłał ich inspektor Kobra!

Inspektor Kobra powiedział wczoraj w TV LEN: - Nie znam tych osłów, nie mogli się na mnie powoływać. Prawdopodobnie kiedyś próbowali w moim sekretariacie wyprosić trochę cukru w kostkach, ale ja dokarmianiem petentów nigdy osobiście się nie zajmuję.

Z Józefem P. nie udało nam się skontaktować, symuluje chorobę. Tadeusz D. się wykręca: - Nie pamiętam, czy ktoś mówił o Kobrze. Ja tam pomagałem koledze osłowi.

Tadeusz D. tylko pomagał, bo sam już z długów wychodzi. Agencja Mętyzacji i Redystrybucji w Głodnictwie sfinansowała mu część zadłużenia i udrożniła arterie mózgowe. Teraz Tadeusza D. nie boli głowa od setek, może chlać do oporu. Gdy o to pytamy, poseł się wścieka: - I co z tego! Pijąc wspieram budżet, no nie? A jak się wypije, to i zakąsić wypada, więc... Baleronik musim objeść!

Następnie Tadeusz D. wychyla setkę, zakąsza ogórkiem i uspokaja się nieco. Zdradza nam, że wkrótce rezydenci Chlewu należący do boksu trzymającego władzę zapomną o wszelkich troskach i długach. - Będzie ustawa o oddłużeniu członków Chlewu, z pozoru dotycząca także chłopów, by uzyskać poparcie. To będzie drogie dla was, ale nam trzeba pomóc.

Wojciech M. potwierdza: - Wkrótce zaczniemy kadzić w tej sprawie.

Według Obserwatorium Fluktuacji Głodnictwa w latach 90-tych w długi popadło ok. 30 tys. chłopów, z których 5% zmieniło się w osły, a 66% skończyło na stryczku. Pozostałe przy życiu 29% znajduje się pod niestabilnym urokiem rzuconym przez magów Samotnej Brony.

Co piąty osieł Samotnej Brony ma koryto zajęte przez komornika. Pozostali ukrywają się u krewnych i znajomych lub pod przybranymi nazwiskami. Józef P. to rekordzista. 400 złotych talarów długów ściąga z niego ośmiu komorników, z których już dwóch zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach.

Samotna Brona przez miastowych zwana jest "dziurą na talary" lub "jednorękim bandytą". Ten drugi epitet szczególnie oburza Alfę Lessera, który często na wiecach powtarza: "I co, ujadające miejskie pieski? Mam dwie graby? Mam? Gapcie się, bo w papę!" - i wyciąga przed siebie ręce w geście proroka.

Dwie ręce są, ale czemu obie lewe?

wtorek, 09 maja 2006

Ona dyszy, on nie słyszy, jej ciało spocone, a palce powykręcane reumatyzmem - wiadomo, o co chodzi. W tle mecz hokejowy na plazmie. To amatorski materiał video wciskający widzom nowy, jeszcze bardziej rewelacyjny typ balii do tłoczenia na zimno. Obok balii bezwstydnie piętrzą się sterty męskiej bielizny z charakterystycznymi żółto-brązowymi plamami. Właśnie takie szorty znikną z ekranów TV Ple na czas wizyty wodza bratniego Watystanu, maksimusa B-42, w naszym księstwie.


Z TV Ple, której oglądaniu podczas swoich wizyt z pasją oddaje się wódz Watystanu, trwale uzależniony od ruchomych obrazków, zniknie także banalność, idiotyzm, niemoc i tanizna. - To nieprawda, że nie będziemy mieli wobec tego nic do pokazania - mówi szef Biura Wciskania Złygniew Badziew - Gwoździem, i to bynajmniej nie do trumny, jak chcą złośliwi, programu, będzie nasz szacowny gość, w trybie reality show. Stworzy to taką meta sytuację oglądania i bycia oglądanym w jednej chwili, zapętlenie symbolizujące nieskończoność. Jak wszyscy wiemy, Watystan słynie z nieskończoności, a jej szczególnym powiernikiem jest sam maksimus B-42. Sądzę, iż w najwyższym stopniu spędzimy oszczekiwania widzów, wyzyskując szacownego gościa do maksimum.

Wódz będzie gościł w księstwie od 25 do 28 maja. Biuro Wciskania już ustaliło, że zdjęte zostaną szorty o następującej tematyce: # "lubię kiedy się zieleni, lubię jak się piwo pieni i gdy można w pianę lekko wsunąć wąs" # "Legia, Legia Gdynia! oż kurde mole, łeb mi spuchł jak dynia" # "zawsze czysto, zawsze sucho, zawsze więdnie" # "wiele wiar gra na sztywność" # "super modne majtki kolorowe, z przodu żółte, z tyłu brązowe" # "eksplozja, eksplozja, powietrze przybiera kształt rzeczy dowolny, ja wciąż taka sama w gestach mimowolnych" # oraz inne formy ulotne tego typu, kolidujące z ideą nieskończoności.

Szorty, które mogą zepsuć efekt zapętlenia wokół osoby wodza Watystanu, będzie namierzać specjalne komando mentalne przy użyciu sprawdzonej procedury "seek & destroy". Odstrzał szortów zacznie się już 15-go maja. W składzie komanda wyjątkowo uwije sobie gniazdko wtyczka Epidiaskopu Rusi Kijowej, rażąc prądem opornych.

Złygniew Badziew szacuje, że wyeliminowanych zostanie nie więcej niż kilkanaście procent wszystkich szortów w TV Ple. Pozostałe, by zrobić miejsce dla B-42, będą puszczane w ośmiokrotnym przyspieszeniu. Wspomniany na wstępie szort wciskający balię, choć zawiera spójne z polityką mentalną Watystanu elementy rodzinne, został już komisyjnie spalony. - Bo tam są śmiałe sceny z bielizną - mówi Badziew - rażące uczucia estetyczne mężczyzn, do których wódz Watystanu też się zalicza.

W czasie wizyty B-42 w TV Ple nie ma prawa pojawić się również żaden szort z półsurowym lub surowym mięsem, takim jak np. krwiste befsztyki i tatary. A mamy z nimi do czynienia np. w amatorskim video "Tucz biurowy" lub "Beton komórkowy, instrukcja wylewu, cz. VI, przerwa". - Będziemy niezwykle ostrożni w pokazywaniu surowizny - zapewnia Badziew - Wódz zraził się do niej jeszcze w okresie dzieciństwa.

A co z ostatnio popularnymi szortami, w których główną rolę grają mało sympatycznie konające staruszki? Badziew (śmiech): - Na pewno nie puścimy szortów, które w tych dniach mogłyby w jakikolwiek sposób negować nieskończoność.

Wśród środowisk niechętnych wodzowi Watystanu krąży dowcipne pytanie: "Co zobaczymy w TV Ple po zdjęciu szortów?"

Odpowiedź poznamy wkrótce.