zbieżność rozbieżna
RSS
poniedziałek, 03 lipca 2006

Miłościwie nam panujący książę Pech Kwaczyński herbu Paw dostał sraczki szczególnie uciążliwego rodzaju (diarrhée diplomatique) i osobisty felczer zalecił mu dać sobie na wstrzymanie bukowy koreczek, inkrustowany złotem i opatrzony inicjałami politycznych wrogów - rozpowiadała dziś na targu jedna z pokojówek księcia, będąca z felczerem w stosunku nieodgadnionym.


Niemoc naszego księcia wystąpiła tuż przed spotkaniem z dwójką innych książąt, którzy nie dość, że przewyższają go wzrostem, to jeszcze patrzą z góry i wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. To budzi w księciu najgorsze wspomnienia z okresu szkolnego, nieukojone do dziś. Trwają kombinacje na temat sięgnięcia po sprawdzoną metodę skruszenia przeciwnika, czyli wokół paczki z padłym szczurem. Dość klasyczny numer. Biorąc pod uwagę progresję w stanowiskach możemy się spodziewać czegoś więcej. Być może stołeczne ZOO straci słonia. A może ubyją nam Alfa Lesser i Omega Giewpych? Byłby to cios bezlitosny...

"Księcia goni co pięć minut. Felczer zabronił mu wizyt. Biedaczek pije krochmal. Nic więcej nie wdusi." - zdradził Kevin herbu Łopata, nadworny ogrodnik znający doskonale drzewa, z których widać przyszłość kraju. Przede wszystkim wierzby. Jak dodał, nikt nie wytrzyma krochmalu dłużej niż tydzień.

Obserwujmy bacznie. Może to spisek na najwyższym stolcu?


Książę jest czuły na punkcie podrzucania
mu obcego guano. Co swoje to swoje.
niedziela, 02 lipca 2006

Zbliża się do nas nieuchronnie duży anioł zbrojny w srebrny miecz. Kapłani uspokajają: nie jesteśmy jego celem, jeszcze nie teraz.

Anioł nazywa się Beulah Spector, a rozpiętość jego skrzydeł wynosi osiemdziesiąt łokci. W przestrzeni kosmicznej korzysta z napędu wodorowego. Nieboskłon przetnie z prędkością bełtu wystrzelonego z ciężkiej kuszy, w odległości ponad 860 milionów łokci, nieco dalej niż księżyc. Najbliżej nas znajdzie się po niedzielnych nieszporach.

Anioła będzie można dostrzec poprzez lunety wysokiego szlifu, jego przelot odczują również osoby o darze mediumicznym. Astrolodzy powinni wycelować lunety w kierunku gwiazdozbiorów Perseusza i Kasjopei. Zdaniem ekspertów z megalitycznego kręgu "Niebo i Oko" anioł będzie wyglądać jak srebrne ziarnko toczące się wśród gwiazd. Zdaniem ekspertów z Watystanu zagrożenia dla ludzi tym razem nie ma, aczkolwiek zaleca się wyjątkowe powściągnięcie grzesznych żądz na okres przelotu. "Ziemię ocaliły nasze modlitwy", powiedział starszy kapłan świątyni Śledzenia Obiektów Nieziemskich, don Yeyeput.

Anioł jest jednym z ponad 700 potencjalnych uczestników Mistrzostw Wszechświata w Armageddonie, obecnie przypisanym do ławki rezerwowych. Od wieków wieszczy się, iż Ziemia, na której planowane są zawody w mordzie masowym, nie wyjdzie z Mistrzostw cało, a ludzkość jest li tylko bydłem rzeźnym hodowanym na tę okazję.

Według przybliżonych wyliczeń skrybów z klasztoru Nawhoyou moc uderzenia srebrnym mieczem Beulaha Spectora byłaby kilkaset milionów razy większa od ciosu, którym Dawid powalił Goliata, co oznacza, że nie ma takiej armii, która mogłaby stawić mu czoła.


Beulah na chwilę przed odpaleniem napędu wodorowego
sobota, 01 lipca 2006

Od paru wiosen po grodach naszego księstwa krążą słodkie żabki wraz z opiekunami. Dotąd wydawały się absolutnie niewinnymi stworzonkami. Opiekunowie z oddaniem świadczyli różne drobne usługi, by zebrać środki na ich utrzymanie. Żabki krzepiły serca w zamian. W zeszły piątek prysł zielony sen. W kniei podejrzano żaby molestujące swych opiekunów.


Opiekunowie byli zawsze uśmiechnięci. Także w chwili śmierci głodowej. Żabka tymczasem przeskakiwała do kolejnego, bardziej zaradnego opiekuna. Wszyscy uważali to za naturalne. Opieka nad żabką jest przecież spontanicznie powziętym zobowiązaniem. Otóż nie.

Samotne żabki czają się przy rzadko uczęszczanych traktach wiodących przez gęste charbędy. Wskakują na kark znienacka. Językiem sięgają mózgu. Stymulują na przemian ośrodki strachu i przyjemności przejmując ster. U ofiar odkryto na płask wylizane mózgi. Żabki nic nie mówią. Pogromcy smoków ostrzegają - to bezmyślna forma pasożyta, bezwzględna i okrutna. Trzeba ją wyciąć.

Gawiedź mimo tych drastycznych doniesień wciąż wspiera żabki. Powtarza się smutna historia, której niedawnymi bohaterkami były wściekłe biedronki. Tak trudno uwierzyć, że drobny, milusi owad czy płaz może być groźny dla człowieka.

Śmierć miewa kształt pluszowego misia. Heroinistów zabija przyzwyczajenie.


Pocałuj żabkę w łapkę...
piątek, 30 czerwca 2006

Majster dezaprobaty w czynie pokutnym chce wymienić znaczną część powierzonej mu śruty na 15-tonowy zbiór marihuany z Watystanu i rozdać go we wszystkich szkółkach parafialnych w księstwie. Chlew beknie za to prawie 19 mln ziaren (nie mylić z towarem).


Ofertę pośredniczenia w sprowadzeniu tak obfitej części zbiorów watystańskich skunów złożyła Giewpychowi kłakowska firma-krzak o zasłużonej w branży renomie. Od piętnastu lat zapewnia odloty i tanie linie rzeszy parobków i błaznującej młodzieży z wyższych sfer. W swym asortymencie ma również fest selery takie jak np. "Zabójca ślimaków" (224 tys. sprzedanych sztuk) i "Zapomnij o marskości" (172 tys. szt.). Diluje większość podręczników dla młodych pilotów. Kupiła też od Watystanu prawo wyłączności na import ziela.

15-tonowy zbiór opatrzony kryptonimem "Na Wawel II - pozamiatane" to jeden z najnowszych projektów firmy reklamowany z ogromnym rozmachem. Różnym rezydentom Chlewu wręczono dotąd ponad trzy setki bombonierek. Patronat nad zbiorem objął mikropolita kłakowski karp. Sztach Co-Się-Dziwisz i książę Pech Kwaczyński. W grupie testowej znalazły się inteligentne karminadle, moczki i tresowane małpki bonobo, a instrukcję użytkownika napisał maximus Watystanu.

Dwie pierwsze tony - żywiczne i zdumiewająco koherentne - można będzie dostać w szkółkach parafialnych jeszcze w tym roku, po udokumentowaniu adekwatnego poziomu. Trzynaście kolejnych (będą w nich nasiona, gęste topy i kuleczki watystańskiej ziemi) - w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat.

Konsumpcja podarków firmy-krzaka przebiega bez sensacji i jest na finiszu. Wicepomagier Giewpych tylko dwukrotnie prosił o miskę. Miska opowiadała potem o ciepłym, budującym wypełnieniu, którego doznała od majstra. Cała działka dla jednej szkółki stanowi równowartość 1125 ziaren śruty (75 ziaren za każde opakowanie - nie wliczając możliwości obsiania rabatek na licencji). Szkółek parafialnych jest ponad 16 tys. Gdyby jedno pomnożyć przez drugie, wyszłaby nam optymistyczna suma ok. 19 mln ziaren śruty. Giewpych, zamknięty w sobie, bykiem patrzy na liczydła.

- Trudno pozbyć się wrażenia, że to koniunkturalny, mało przemyślany i zbyt hojny gest Giewpycha - krytykuje dyrektor przedsiębiorstwa Zieleń Grodzka. - "Na Wawel II - Pozamiatane" to prawie czysty skun skręcający dendryty w zgrabne afro. Młodzież ze szkółek parafialnych może zatopić się w lekturze na wiele tygodni. Kontemplowanie arabesek oraz innych objawów ze strony układu nerwowego nie może być czymś powszechnym! Nawet jeśli ów układ jest nadzwyczajnie wybitny i zmotywowany. Szkółki parafialne powinny zadowolić się ziarnem na samosieję, a tony watystańskiego stafu wsypmy rezydentom Chlewu do koryt! Na przykład Kasimir Śmiej wydaje się ostatnimi czasy potrzebować subtelnego wsparcia ze strony THC. Sznyta Smarowska, którą wygnał na słotę, zabrała mu jego legendarny uśmiech odchodząc. Patrząc na niego aż chce się zawołać: chłopie! chmura! poluzuj gdzie cię ciśnie, e?

To, że Giewpych poważnie myśli o sprowadzeniu... pokoju na Ziemię, potwierdza tuba MEND'y Kajaj Mięsko. - Trwają rekonwalescencje w cieniu tej zasłużonej firmy-krzaka, która bezapelacyjnie - mówi jeden z entuzjastów Omegi Giewpycha - serwuje bombonierki na najwyższym poziomie. Swym działem dezaprobaty celujemy dziś w smutasów.

Majster Giewpych uparł się i zaparł się - staf będzie w niespotykanej dotąd ilości.

Co ciekawe - sam Giewpych nie dymi, zna jednak na wylot potrzeby młodzieży.


Touch the screen! Touch the screen...
czwartek, 29 czerwca 2006

Powered by White, Whole White
środa, 28 czerwca 2006

Podczas wyboru rasy kurzej na loodzkie obiady wtyczka majstra dezaprobaty wrzeszczała w szale, że Omega Giewpych i tak nie przełknie zwycięzcy. Szale pokryła nagła śniedź. Jubilerzy oniemieli.

W głosowaniu wybrano rasę Flooreck, świetnie spełniającą się dotąd w roli dyrektorskiej wałówki. Wskazało ją pięć członków 11-osobowej komisji ekspertów od kur macania (przedstawiciele władz niskich, średnich, wysokich i rozproszonych).

To sensacja. Za Flooreck nikt nie lobbował, nikt nie miał w niej interesu, a tradycją wyborów rasy kurzej na loodzkie obiady są zwycięstwa odmian bliskich podniebieniu władzy. Niesalonowej rasie pomogło, że Paw i Włość darł pióra z Wygą Morskich Głodzin, która latoś zyskała wiele mocy szarpiąco-zaczepnej, zaś kurami i czosnkiem się brzydzi. Zajęci sobą nie spostrzegli w porę, że otoczenie obywa się bez nich. Tym samym pora nabrzmiała i swędzi.

Jako pierwsza niebezpieczeństwo dostrzegła Kiełbasa Elżbietańska, smakołyk delegowany do wyborów przez Omegę Giewpycha. Kiełbasa próbowała nawiązać z nim telepatyczny kontakt, ale linia była wciąż zajęta i w końcu rozpostarła wokół siebie zdecydowaną woń mielonych kopyt i chrząstek: - Nawet jeśli wybierzemy rasę kurzą, majstrowi i tak się cofnie.

- Sabotując pracę komisji chrząstkami swej kiełbasy wyborczej, MEND'a zamieszkiwana przez Giewpycha chciała dać więcej czasu PiW'ku i WMG na ustalenie wspólnego jadłospisu - twierdzi ukrywający się za firaną kuchcik.

Rasa Flooreck jest rozwijana od 40 lat. Od 20 lat jest głównym elementem tej samej wałówki, cenionej w kręgach pomniejszych dyrektorów na niezbyt ambitnych stanowiskach, którzy z tego powodu odlegli są władzy. Jest zaprawiana magą podczas początkowej preparacji, kończy w nowoczesnej formie z teflonem. W 1993 została dyrektorską przekąską roku. - Choć kura, to się nie wkurza, dodaje energii i pozytywnie wpływa na mózg - komplementują lokalni koneserzy - Nigdy nie dała się skubać żadnej władzy.

Flooreck nie stroszy piórek. - Wszystko okaże się po kolacji. Nawet ile waży, a sporo - próbuje żartować jej onieśmielony hodowca. Dlaczego znalazła się wśród propozycji na loodzki obiad? - Żyjemy w galopującym bezguściu. Depczą nas woły, wałachy i knury. Czas na delikatną, choć wyrazistą, kurę!

Przed wyborami najlepiej wyeksponowane były rasy kurze promowane przez PiW'ko i Sobiepańskość oraz genetycznie modyfikowana rasa skurzonego woła darzona admiracją przez Wygę. To dawało w sumie pięć ras, które od dawna pełnią rolę bardziej ambicjonalno-dekoracyjną, niż stricte spożywczą.

Wybrana kura m.in. zdobi tacę dyrektorów szkół, wyznacza trendy gastryczne i wizualne, służy za deputat dla nauczycieli i obiekt do wyładowywania frustracji. Zwycięską rasę rekomenduje ostatecznie lokalny magnat w porozumieniu z chlewnym Nierządem w osobie majstra dezaprobaty. Z reguły to formalność.

Tym razem, choć od wyborów minęło pięć dni, magnat wciąż nie zawiózł majstrowi wzoru rasy. - Wiele osób nie chce, żeby jechał. Jego własne dzieci już go prawie nie widują, no miejcież wyrozumienie... - tłumaczy minstrel magnata.

W dniu wyborów dyplomowany ekspres do kawy z MEND'y zapowiadał, że Omega Giewpych już nazajutrz powie, czy akceptuje zwycięską rasę. Do dziś nie może się przemóc opłakując porażkę bliskiego mu skurzonego wołu, a ekspres do kawy informuje codziennie, że majster wciąż "oddaje się aktywnościom zastępczym".

- Pierwszy raz wybory kurzej rasy wygrała kura z krwi i kości, bez domieszek emulgatorów i utwardzaczy. Jadące od lat na fast fudzie satelicyty Chlewu nie mogą tego przełknąć, nerwowo ściskając w kieszeniach saszetki z keczupem. Szukają więc pretekstu do powtórzenia wyborów - komentują dostawcy drobiu i mięs czerwonych. A Basza Trzyklot, prezes loodzkiego cateringu, dodaje: - Oni jedzą oczami.
wtorek, 27 czerwca 2006
poniedziałek, 26 czerwca 2006

- W przyszłym tygodniu zostaną ogłoszone łowy potencjalnej ofiary kaprysów Nierządu, która zostanie przytwierdzona do szczytu Centralnego Ośrodka Deprawowania Nauczycieli przy pomocy gumy arabskiej i gumek recepturek - poinformował majster dezaprobaty Omega Giewpych.


Tymczasem odstrzelona przez Giewpycha dwa tygodnie temu poprzednia ofiara wyeksponowana na szczycie CODN - Wiarołom Heretycki - przeżyła i domaga się ponownego przytwierdzenia. Wiarołoma nie dobiło przygwożdżenie wzrokiem Giewpycha, który dostrzegł na haftowanych w Centralnym ręcznikach ślady męsko-męskiego seksu. - Haftowaliśmy oficjalny wzór Rady Normalizacji Kontynentu, który ładnie przyjął się w Chlewie. Nie pragnę uznania dla siebie, nie chcę wnikać w przyczyny takich a nie innych skojarzeń pana Omegi, ale muszę zaprotestować przeciw kaprysom niosącym znamiona omamów alkoholowych. To nie fair. - mówi Heretycki - Nie chciałbym również sugerować, że panu Omedze wino mszalne uderzyło do głowy.

W obronie Wiarołoma stanął tkacz municypalny Rady Normalizacji Kontynentu, wędrowni druciarze i Międzynarodówka Kapitulacyjna, organizacja zrzeszająca 29 mln kompletnie zrezygnowanych nauczycieli z całego świata, których nie stać nawet na skromne zdeprawowanie. U wrót zlicytowanej katedry stołecznej przybito 7 tez poprawnego odstrzału postaci szczytowej CODN, zakończonych aprobatą dezaprobaty względem Giewpycha. Nim została zerwana przez bojówki Niebożąt, zagnieździła się w umysłach 6 tys. osób, co stwierdzili zawodowi różdżkarze. Co na to chlewny Nierząd? Omega Giewpych zapewnia, że wino konsumuje z pomagierem Śmiejem i, w razie czego, on go podpiera.

- Polecam nasze wino - głosi majster dezaprobaty - Skutecznie usuwa ze świadomości niemiłe nam elementy otoczenia i daje poczucie szczególnej mocy. Te 6 tysięcy nieszczęśników musi go zakosztować, podobnie rzesze zrezygnowanych nauczycieli. Że pozwolę sobie powtórzyć za księciem Pechem: więcej optymizmu! Jeśli coś ci nie pasuje, tym gorzej dla tego czegoś. Mebel mi to powiedział. Oddzielmy to, co nasze i dobre, od obcego. Tu źródła inspiracji nie zdradzę, niech pozostanie mym słodko-kwaśnym sekretem.
niedziela, 25 czerwca 2006

Wicepomagier Alfa Lesser musi się pokajać przed b. magnatem maziowieckim za to, że trzy wiosny temu spoczwarzył go temi słowy: "kutwa i awanturnik", oraz wysupłać z kies swych klakierów 10 tys. ziaren śruty na Chram Mocy Wiecznej w Badylu.


Swąd bezapelacyjnie pochodził z tlącej się szczeciny i to on wydał Lessera prawie, a dość mocnie, by wyrokować, iż onże dotknął magnata w jego szczery honor. Szczecina zadymiła z przyczyny nagłej ekstazy na ogonie diabła z wysokich sfer ulokowanych tuż pod Chlewem. Wicepomagier musi chcąc nie chcąc teraz zacisnąć pas i zęby, pochylić się do klapsa u wrót posiadłości magnata kajając się trzy kwadranse w porze targowej. Będzie widoczny z riksz obciążonych zamorskim towarem, wozów wyładowanych kartoflami, wytykany palcami chudopachołków, niechybnie wzbudzi słuszne zainteresowanie. Takie jest prawo, i taka jest sprawiedliwość, choć książę, przesiąknięty do nagniotków tymi właściwościami, nie komentuje. Pomagier Kasimir Śmiej tylko uśmiechnął się tajemniczo łypiąc oczyma basseta.

Trzy wiosny temu Lesser podczas tradycyjnych chlewnych połajanek dał się ponieść tzw. "dzwoneczkom Lucyfera" i wpadł prosto w kupę nawozu, obryzgując przechodzącą nieopodal delegację magnacką. Mimo dużego doświadczenia delegacja nie wylizała się z tego. Na odchodnym Lesser potraktował delegatów wysmakowanym pożegnaniem, ciskając im w plecy słowa ostre jak rozbity witraż: "kutwy i awanturnicy", akcentując sylabę "tur", co było dojmującym symptomem zezwierzęcenia i nową jakością w Chlewie.

W 2003 r. chlewna komisja zawyżania poprzeczki ukarała Lessera przykrym, stonowanym słowem. Magnat zaś przesłał Lesserowi rękawicę. - Jeśli tarzasz się w gnoju bracie, i mydło obcym ci jest, to nim do przywitania wyciągniesz swą grabę, wdziej rękawicę tę - radził w dedykacji. Rękawicę dostarczył importowany prawnik, który z przyzwyczajenia doprowadził następnie Lessera do musu pokajania.

Ale czy to się godzi, by wicepomagier kajał się przed byle magnatem, który w dodatku jest b.?

sobota, 24 czerwca 2006

Główny rozlewający w PiW'ku Żarosław Kwaczyński powiedział, że pierwszy raz słyszy o Ciapie Uciechowskim, który ma zastąpić przy stoliku dyskursywnym Sznytę Smarowską, ściętą z nóg w piątek przez nagłą retorsję.


Oświadczył, że jeżeli Sznyta Smarowska zostanie oczyszczona z retorsji to on będzie "jak najbardziej za tym, żeby się do nas przysiadła ponownie". Jak dodał, uczestniczył w bajerowaniu Smarowskiej, gdy topiła swe żale po rozstaniu z Hulkiem. "Nałożone zadania pani Sznyta obsłużyła znakomicie" - ocenił Żarosław.

Pytany, czy jego zdaniem Smarowskiej mógł ktoś wsypać procha, jak lirycznemu podmiotowi pieśni "Somebody put something in my drink" kapeli podwórkowej Ramones, odparł, że "z tego, na ile ją zna, wynika, że skoro tak mówi, to tak musiało być". Smarowska twierdzi, że stała się przedmiotem "szantażu emocjonalnego na toksycznym tle".

Żarosław wyznał, że jest "pełen niepokoju" o swoje reformy po piątkowej retorsji Sznyty Smarowskiej. Uwypuklił gestem zasadne spostrzeżenie, iż Smarowska ma odpowiadające mu atuty.

Żarosław Kwaczyński eksplikował na piątkowej biforce, że jego reformy "to bielizna absolutnie zjawiskowa, która podnosi i umacnia godność". Zapowiedział, że jego reformy "uderzą w wiele interesów", co - jak powiedział - wytrąci z równowagi największych zawadiaków.

"Hulk łże"

Żarosław Kwaczyński zarzucił primadonnie PING Ronaldowi Hulkowi jaskrawe konfabulacje zwane potocznie łgarstwem. Chodzi o aforyzmy Hulka, w których wiąże nagłe retorsje Sznyty z reformami Żarosława.

"Hulk śmie spekulować, że bardzo przykra i niezrozumiała dla mnie sprawa, która dzisiaj miała miejsce przy stoliku chlewnego Nierządu - retorsja, która odmieniła oblicze miłej mi Sznyty - jest wynikiem napięcia w moich reformach i że - o ile dobrze mi doniesiono - brudem podszyte są moje bajery" - powiedział Ż. Kwaczyński.

"Otóż jest to łgarstwo, łgarstwo, łgarstwo i wprost słów mi brak. W normalnym księstwie za podobne popisy oratorskie Hulk oberwałby batogiem. Jak widać, mamy jeszcze wiele do zrobienia." - podkreślił główny rozlewający PiW'ka.

Hulk wyrecytował pod oknami braci Kwaczyńskich, nie omijając pielgrzymującego do nich właśnie w worze pokutnym wśród nawałnicy i poprzewracanych koszów na agitki Kasimira Śmieja, jeszcze przed retorsją Sznytowskiej, że jest ona ofiarą "zwierzęcego magnetyzmu brudnych, nieznanych opinii publicznej reform Żarosława Kwaczyńskiego".


Reformy Żarosława K.