zbieżność rozbieżna
Blog > Komentarze do wpisu

O. Ryzyk - nie dopuście do ziszczenia się naszych racji!


Po konsultacjach z zaprzyjaźnionymi specjalistami od czarnego pijaru o. Ryzyk wystąpił z dramatycznym apelem do słuchaczy Radia Małkinia: Nie dopuśćcie do ziszczenia się naszych racji! Radio Małkinia jest programowo negatywne, i gdyby mu przyszło negować urzeczywistnioną negację doszłoby do katastrofalnej w skutkach implozji mentalnej.


Apel o. Ryzyka pojawił się na antenie rozgłośni w nocy z poniedziałku na wtorek, przed zakończeniem obiadań Rady Płynnej Epidiaskopu Rusi Kijowej i biseksualistów dies irae na Łysej Górze, podczas których miały zapaść tuziny biesiadników. Później powtarzano go wielokrotnie, również od tyłu i w aranżach weselnych.

- Nieprawdopodobna fala akceptacji, wprost tsunami, inspirowana z Księżyca rozlewa się także poprzez dotąd nam wrogie media, gaz i wodę Afryki, a nawet Panamy! - zawodził o. Ryzyk. - Nie tylko oddają nam cześć i ostatnie oszczędności, zarzucają nam także wieńce kwiatów na szyję, naszym prelegentom, gościom, jak chociażby ostatnio zespół reakcyjny "Głosu Samotnej Brony". Gratulują nam bezczelnie antysemiotyzmu, podrzucają nam darmowe bilety do teatru i talony na pizzę, a nawet wstępuje do nas na browka Jeż Jerzy. Jest to nieodpowiedzialne kształtowanie fałszywego obrazu Radia Małkinia wśród naszych tradycyjnych oponentów, opodatkowanych i ze strefy cienia. Jest to specyficzny klincz mentalny, w który nas lekkomyślnie wpakowano tylko dlatego, że z naszymi racjami nie sposób już dłużej polemizować. Zmierza to zaś do tego, by nas wybrać na prezydentów wszystkich krajów świata lub co najmniej spowodować uczynienie podobnymi do obecnie sprawujących te funkcje na drodze licznych, bolesnych operacji plastycznych na zamówienie kolorowych magazynów wiadomego pochodzenia.

O. Ryzyk stwierdził, że "niewielka grupka pokutująca" w Radiu Małkinia, Telewizji Mniam i "Naszym Sienniku" nie poradzi sobie z tak gwałtownym napływem gratulacji i popchnięta do ostateczności stoi nad krawędzią przejęcia władzy totalnej.

- Dlatego prosimy wszystkich ludzi dobrej woli, zwracając się szczególnie do młodych - plujcie, atakujcie, wyśmiewajcie, ruszcie wasze leniwe kupry, nie dajcie nam zginąć! - wzywał. - Snujcie intrygi, szczujcie przeciw nam pisma, szczególnie te wiadomego pochodzenia. W ten sposób nie dopuścicie do przerzucenia klonu Radia Małkinia za linię frontu, nie dopuścicie do tego, by Radio Małkinia w tak tajemniczej dwoistości grożącej negacją negacji wywołało katastrofę i nie mający precedensu spadek dochodów nawet u nienarodzonych.

O. Ryzyk wskazał, że Radio Małkina ma być "głosem zajadłym". - Za tę zajadłość byliśmy dotąd wyśmiewani, poniżani, mieszani z pyłem strąconym z sandałów, nawet, ukradkiem, przez teoretycznie z nami sprzymierzonych w duchu zajadłości pełzającej biseksualistów dies irae.

Zdaniem dyrektora rozgłośni prym w tej akcji zbirowego entuzjazmu wiodą przechrzty z "Łajzety Pomrocznej", co nasuwa określone podejrzenia. O. Ryzyk zakończył swój apel w tembrze szczerej rozpaczy - Jak nie ubić, to ugłaskać? Głupcy! Zagładę ściągacie na głowy własne i naszych źródeł finansowania! Opamiętajcie się! Opamiętajcie! - po czym omdlał, jak donoszą roztrzęsieni nie na żarty świadkowie. Wezwany lekarz wziął rękę o. Ryzyka za puls pytając "Co ci jest koteczku? Spójrz na mnie. Byłem nędznym fagotem, prowokowałem dobrą młodzież do marnowania nabiału niemądrymi marszami, lecz dzięki tobie ozdrowiałem i teraz chodzę na polowania, bekam po jedzeniu i znam sto kawałów o teściowej." O. Ryzyk zerwał się jak oparzony krzycząc: "I ty, Brudoniu...!?", po czym rwąc resztki włosów spod pachy zniknął wśród rabatek.

Około godziny po zniknięciu, w nocy z poniedziałku na wtorek o. Ryzyk połączył się z komórki ze studiem za pomocą medium. - Dobrze, żeby ludzie gardłowali. - nawoływał. - Trzeba podjudzić decydentów, chyba wiecie, o czym mówię? Alleluja i negować! Niech przechrzty pokażą swe sisiaki, a baby zagonić do zmywania naczyń w źródłach geotermalnych.

We wtorek syreny dezinformacyjne Radia Małkinia poświęciły swą delikatność na ołtarzu potrzeby i każde zdanie kończyły słowami "i matkom waszym cyc do pięt zwisa". Dokładnie przedstawiono przebieg sześciomiesięcznych obiadań u kasztelana Gwoździa na Łysej Górze, nie szczędząc słuchaczom najbardziej drastycznych szczegółów i koloryzując tak przesadnie, jak nigdy dotąd. Z nadmiaru czarnej farby wszyscy uczestnicy obiadań wyszli na kompletne brykiety. Jedynie TV Mniam pozostała przy obrazowych ogólnikach z podpisem "wrogie media składają judaszowy pocałunek na wycieraczce Radia Małkinia" - w niewielkiej dziupli pokazywano grupę dziennikarzy konkurencyjnych stacji w ekstazie biczujących się "Naszym Siennikiem". Po północy prosty człowiek z papką w ustach wyrwał się na antenie z wiele mówiącym zdaniem: "Podgrzewałem sobie bigos i z wrażenia przypaliłem, wy [pip, pip, pip]". Czyżby sytuacja została opanowana i nie grozi nam już negacja negacji?

I TY możesz powstrzymać się od pochwał, choć wiemy, jak wielką masz na to ochotę.


Od lewej: o. Ryzyk i tajemniczy specjalista od czarnego pijaru.
piątek, 05 maja 2006, fnoll

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: