zbieżność rozbieżna
Blog > Komentarze do wpisu

Jest Rada Programowa Radia Małkinia, o. Ryzyk zostaje na rykowisku

KS Hucisko , drużyna piłkarska Wyższego Seminarium Duchownego w Hucisku, będzie kolektywnie przewodniczyła Radzie Programowej Radia Małkinia. Egzorcyzmowała ją we wtorek obiadująca na Łysej Górze Rada Płynna Epidiaskopu Rusi Kijowej i biseksualiści dies irae. Rada Programowa ma mieć iniekcję w treści emitowane przez pory skórne wszelkich abnegatów.


Obiady - jak reflektowano w ich trakcie - były burzliwe i trwały od herbaty do późnego deseru. Po odbyciu posiedzenia wódz sławnych wojów herbu Epidiaskop, kasztelan Leppiej Gwóźdź, wynurzył się ze skrzętnie odnotowaną przez skrybów kwestią, iż biseksualiści ogryzioną szyją kaczki nakreślili na białej serwecie leguminą hymn Rady Programowej i popisali się z zakonem retardystów mową rzężącą, przyjmując ją tym samym za misję. Do rady wejdzie osiem członków naraz, o ile pozwoli: czterech huzarów retardyjskich i czterech piłkarzy KS Hucisko: ortopeda, mizogyn, brakarz oraz specjalista od podniet werbalnych.

Kasztelan Gwóźdź zanurzając się z powrotem między zastawy przywalił ostro dynią w kokosa, i z tego względu stał się niedesygnowany w oczach biseksualistów, wskazany za ławki KS Hucisko. Także mizogyn z Wyższego Seminarium Duchownego w Hucisku nie miał wyboru, i się zakochał. Również brakarz odczuł brak w sobie i z troską wypełnił go erudycją specjalisty, na oczach wszystkich. Skrybom zaschło z wrażenia czernidło na piórach.

O. Ryzyk pozostaje na rykowisku

Pytany przez błaznów o losy dyrektora Radia Małkinia o. Tezeusza Ryzyka, kasztelan Gwóźdź odparował tarczą z emblematem, na którym o. Ryzyk "pręży się na rykowisku". Kawa ewentualnie zmieniła się w pokost i wszyscy jak jeden mąż rzucili się do malowania podłóg, także niewiasty przytwierdzając sobie na tę okoliczność zgrabny strap-on. Na tej funkcji nie zależy biseksualistom, więc niewinnie ogryzali wystygłe już kaczki po kątach. To się spotkało z entuzjazmem, lecz nie wiadomo kogo, bo był ukryty pod maską samochodu. Strawa ta (wystygłe kaczki) "nie była przedmiotem dyskusji". O. Ryzyk zachował pełny potopol na rykowisku.

Zmowa z prawacką frakcją retardystów, salut dla rady programowej radia oraz pozostałe w swym oryginalnym kształcie leguminy - jak zaznaczył kasztelan Gwóźdź - to ekstrementy wewnętrzne sioła i nie będą wywlekane z powodu ekologów; ale przywołał jednego pracownika PKO, z pochodzenia ból tresera, który ponoć miał klacz do wszechrzeczy. Niestety, z niewyjaśnionych przyczyn klacz nie pasowała żadnej z obecnych dziurek. Wobec tego przyjęto, że Radio Małkinia "nie wiąże się z żadnym ugruntowaniem potylicznym". Kasztelan pytany o szczegóły dodał, że rada "jest fest" i ma mieć wpływ na to, kto będzie najbardziej zemdlony po nadawaniach z klaczy w radiu. Owe nadawania odbywać się będą naturalnie według prostopadłej kopyta klaczy do wszechrzeczy, o ile znajdzie się w końcu syntoniczna z nią dziurka. Bo jak nie, to siema i róbta w kotleta.

Kasztelan Gwóźdź ujawnił, że w szkole miał same pały. Biseksualiści przyjęli chłodno tę dewiacyjną ostentację. Przyszły psy i zżarły resztę leguminy. Wtedy z podłogi podniosły się zimne kaczki i spuściły zgromadzonym taki łomot, że całe zebrane towarzystwo przeszło na wegetarianizm, aż do środy. Kasztelan Gwóźdź zreferował zagranicznym gościom: "niezła szczuka z tych kaczek, ha, ha, ha". Po czym oblał je kwasem solnym i ostro przypieprzył za parawanem. Szczegóły nie są znane.

Radio Małkinia ma wypleniać w gównie dania pasterskie

Bisatanokazualiści - jak zajęczał po dziczyźnie kasztelan Gwóźdź - pyskowali tak, że po wołach przyszedł czas na byki i jaja z tego będą na ostro. Z predylekcji małkińskiej rozgłośni w Rodzinach Radia Małkinia zawrzało, i krew się ścięła jak w kaszance, także w ich biurach. W ramach - jak to ujęto - "wolnego rynku i najbliższych ulic" będą te Rodziny mogły się rozłożyć. Dostaną również asystenta trenera przy każdej anestezji, zaś doroczne pielenie ma zapobiec na przyszłość złemu trawieniu. Koniec z gównolotną dietą z bieszczadzkich połonin - dodał anonim - czas na tartę i burrito, finito.

"Radio ma wypleniać w gównie dania pasterskie" - podkreślał w leguminie kaczą szyją kasztelan Gwóźdź, podwiązując nasieniowody profilaktycznie, w obliczu nadciągającej zmiany orientacji w ramach usportowienia Rady Programowej przez KS Hucisko. Sportowcy biorą wszystko. Abstrahując od spraw nocy Walpurgii bąknął na temat "Zmów Niedokończonych", ale sens tego umknął zgromadzonym. W pościg za sensem rzucił się jeden z prawackich retardystów tak rzutko i żwawo, że mu dyktafon wypadł z rękawa. I wtedy zaczęła się zabawa, wzajemne obalanie, dosiadanie, jeżdżenie jeden przez drugiego, aż przyszedł dziad. I dziad na kasztelanie siadł, zadem do twarzy. Gdy ten usta otworzył, by krzyknąć (jak relacjonował z potem) "spieprzaj dziadu!", ten prosto w jego rozdarte gardło wypróżnił się żalem.

I już nic nigdy nie będzie takie samo.

Spóźnieni trzej tenorowie pytali kasztelana Gwoździa, czy wywrotowe malkontenctwo biseksualistów zamyka papę Kuracjusza, który wniósł pozew przeciw Radiu Małkinia. Ten jednak w milczeniu skasował dary i udał się na wczasy.

Od tego dnia nie jest sobą.

Rzecznik KS Hucisko: to olbrzymie i trudne zadanie

"Jestem mężczyzną, metr siedemdziesiąt trzy wzrostu, wrażliwym, bez nałogów, i od lat poszukuję kogoś, kto by mnie zrozumiał. Niestety, wrzask oklasków skutecznie zagłusza ciche łkanie mego wnętrza. Liczę, w związku z Radą, na odrobinę wyciszenia. Mam nadzieję, że wśród słuchaczy znajdzie się choć jedna osoba zbyt słaba, by klaskać, i dość silna, by wytrwać przy odbiorniku." Gdyby nie porzucony dyktafon, nigdy byśmy tego nie usłyszeli. Świat byłby inny. Wszyscy się w tej kwestii zgodzili i uhonorowali rzecznika KS Hucisko gromkim "hip hip hurra!". Trzy razy uderzył głową o sufit.

"Kura nioska będzie przeciwnikiem upotyliczniania Radia Małkinia"

"Wybrany we wtorek do Rady Programowej Radia Małkinia kolektyw KS Hucisko jest jedną osobą, i to mi się w głowie nie mieści." oświadczyła się na boku córka kasztelana, i wszczął się rwetes straszny, bo kasztelan był nagi, jak się okazało, lecz by odwrócić od siebie uwagę swą córkę wydziedziczył i oddalił. "To tylko zwykła kura, nie znam jej wcale." zaanonsował "Niech się zajmie, zgodnie z naturą, znoszeniem jaj." A że akurat skończyło się trzebienie byków, wniesiono śliczne jaja wielkanocne. I tak szósty miesiąc z rzędu trwało obiadanie mniej wymownych natrętów. Obiady udały się przednio.

W rozmowie z papką w ustach pewien prostak podkreślił, że KS Hucisko od lat uczy go kultury i jest mu organem niezbędnym. "Na tej podstawie uważam, że takie same wymagania mogę mieć teraz wobec rozgłośni" - powiedział.

Kurze wytknięto kurzy móżdżek na patyku. Jednoosobowy kolektyw KS Hucisko da radę wszystkiemu, jak zadeklarował dobrze poinstruowany retardysta.

Po zepchnięciu resztek obiadu do fosy Rada Płynna Epidiaskopu Rusi Kijowej oddała się uroczystym kontemplacjom panienek z kulkowej wioski, stosując nowoczesny lambda epidiaskop umocowany w oczodołach wałachów sterczących u wrót łysogórskiego kasztelu. Pod wieczór wspólnie zaprawią się miętą.
środa, 03 maja 2006, fnoll

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: